poniedziałek, 21 marca 2022

1 - Sąsiad (cz.1)

 

Rozdział 1

Sąsiad (cz.1)

 

 

 

Patrzyłam w ciemny sufit i słuchałam jak Axl Rose żąda by zabrano go do Paradise City.

Piosenka była słodka, jak AC/DC, Poison, Whitesnake i Ratt zawsze byli, ale nie było to słodkie o…

Odwróciłam się, żeby spojrzeć na budzik stojący na mojej szafce nocnej…

Trzeciej trzydzieści nad ranem.

Impreza zaczęła się o dwunastej dwadzieścia dwie. Nie przeszkadzało mi to, biorąc pod uwagę, że był to piątek. Pomyślałam, że w tej okolicy ostudzą to o pierwszej trzydzieści, może o drugiej. Pomyślałam też, że gdyby przekroczyło to ten czas, Colt poszedłby zamienić słówko. Alec Colton był moim sąsiadem; mieszkał po drugiej stronie ulicy i jeden dom dalej. On i jego dziewczyna, February Owens, mieli nowe dziecko i był policjantem. Nie mogłam sobie wyobrazić, że zniósłby podróż w głąb wspomnień w stylu hard rocka lat 80, aż do czwartej nad ranem, nie z nowym dzieckiem i wszystkim, co wiązało się z jego harmonogramem snu (lub jego brakiem).

Ale muzyka nie ustała.

Moja okolica była spokojna, a przynajmniej była przez te cztery miesiące, odkąd Kate, Keira i ja w niej mieszkałyśmy. Był luty. Kto urządzał w lutym głośne, późne imprezy w spokojnej okolicy?

Przynajmniej Kate i Keira nocowały u siebie. Gdyby były w domu, już dawno bym się wściekła.

Ale wściekłam się…

Spojrzałam na zegar…

O trzeciej trzydzieści cztery nad ranem.

Odrzuciłam kołdrę i poszłam do łazienki, wyrywając stary, flanelowy szlafrok Tima z haczyka z tyłu drzwi. Jego mama kupiła mu ten szlafrok. Miał go, zanim się pobraliśmy. Teraz był miękki jak plusz, noszony, ale nie znoszony i nadal był super ciepły.

Wstrząsając ramionami, wyszłam z pokoju, przez gabinet w amfiladzie do salonu, który przechodził w jadalnię, która łączyła się z kuchnią. Potem podeszłam do bocznych drzwi w kuchni, gdzie na podłodze leżała plątanina butów.

Zarówno Kate, jak i Keira wcześnie rozkwitły. Obie były teraz mojego wzrostu, nawet Keira, chociaż miała dopiero czternaście lat i wszystkie nosiłyśmy ten sam rozmiar butów. Wyciągnęłam gorące różowe kalosze Keiry z dużymi stokrotkami i naciągnęłam je na grube skarpetki, które miałam na sobie, żeby odegnać nocny chłód. W nocy obniżyłam temperaturę na termostacie, oszczędzając na ogrzewaniu i rachunkach za media. Pieniądze nie płynęły, a wychowywanie dwóch nastoletnich dziewczynek było bardzo ważne. Z drugiej strony płynęły nawet bez dwóch nastoletnich dziewczyn, chociaż tak naprawdę nie znałam czasu w moim życiu, kiedy nie było w nim dzieci. Jednego dnia byłam dzieckiem, następnego byłam żoną i matką.

Nigdy tego nie żałowałam, ani jednego dnia, aż do tego czasu rok, trzy miesiące, trzy tygodnie i dwa dni temu. Wtedy też tak naprawdę tego nie żałowałam, ale życie na pewno się zmieniło.

Wyłączyłam alarm, otworzyłam boczne drzwi, wyszłam w noc i zatrzymałam się jak wryta.

Nie miałam pojęcia, skąd pochodzi muzyka, ale nie spodziewałam się, że będzie pochodzić od najbliższego sąsiada. A to dlatego, że ktokolwiek to był, nigdy nie było go w domu. W ciągu czterech miesięcy, odkąd tam zamieszkałyśmy, kilka razy, może dwa, trzy widziałam na podjeździe lśniącego, czarnego, nowego pickupa Forda. Kiedyś widziałam w domu włączone światła.

Poza tym nikogo.

Ale teraz był oświetlony jak latarnia morska, a muzyka była znacznie głośniejsza, kiedy stałam na zewnątrz. Tak głośna, że aż cud, że okna nie wygięły się wraz z dźwiękiem.

Ale na podjeździe nie było błyszczącego, czarnego, nowego modelu pickupa Forda. Zamiast tego, w jasnym świetle palących się w domu świateł, zobaczyłam lśniące, czerwone, nowe Porsche.

To wszystko mnie zaskoczyło. Żadnego słowa, żadnego dźwięku, nic z tego domu przez cztery miesiące, a teraz był oświetlony, rozbrzmiewała głośna muzyka, a na podjeździe stał nieamerykański samochód. O ile wiedziałam, jedyną sąsiadką w okolicy, która nie miała Amerykanina, była February, a ona miała garbusa Beetle[1]. Wszyscy inni, łącznie ze mną, mieli amerykańskie.

I nikogo na tym osiedlu nie było stać na Porsche, nie za życia.

Nawet mieszkając tam przez tak krótki czas, znałam moich sąsiadów, bo to było małe miasteczko w Indianie. Już jak mieszkałyśmy tam tydzień, poznałyśmy wszystkich naszych sąsiadów. Przychodzili z ciastami, ciasteczkami i zapiekankami. Zapraszano nas na przyjęcia bożonarodzeniowe. Machaliśmy i wołaliśmy „cześć” lub „do widzenia”, a nawet podchodziliśmy, żeby pogadać, czy odśnieżaliśmy chodniki, czy wsiadaliśmy do samochodów, żeby gdzieś pojechać, czy też wracaliśmy. Rozmawialiśmy, kiedy wpadliśmy na siebie w sklepie spożywczym, na poczcie, w restauracji Franka lub podczas szkolnego meczu koszykówki. Kate, Keira i ja mieszkałyśmy tam cztery miesiące, a ja czułam się, jakbyśmy były tam czternaście lat.

Ale nie znałam sąsiada z błyszczącym pickupem Forda, który mieszkał obok, a nie znałam go, bo nigdy go nie było w domu.

Teraz, kimkolwiek był, miałam się z nimi spotkać.

Przeszłam przez śnieg, słysząc, jak chrzęści pod stopami, nawet przez muzykę. Wierzchnia warstwa śniegu zmroziła się z mrozem nocy, ale nic nie czułam, bo byłam zbyt zła. Musiałam jutro pracować, być o ósmej w sklepie ogrodniczym, który był tylko kilka godzin stąd. Obudził mnie „Hell’s Bells” AC/DC i od tamtej pory rzucałam się, obracałam i wściekałam. Teraz krew się we mnie gotowała i musiałam uważać, żeby nie stracić kontroli. Niestety, miałam temperament. Nie często wybuchał, ale kiedy wybuchał, to wybuchał.

A jednym z powodów, dla których byłam zła, było to, że gdyby Tim tu był, on by to zrobił. Zrobiłby to trzy godziny temu, mniej więcej w połowie „Hell’s Bells”. Tim lubił spać, ale to nie chodziło o to. Nie tolerował niczego, co mogłoby przeszkadzać jego dziewczynom. Gdyby to mnie obudziło, obudziłoby jego i wiedziałby, że byłam zaniepokojona, a to by dało mu wskazówkę i byłby za drzwiami jak strzała. Wziąłby broń i swoją odznakę, zdenerwowałby się, rosły facet, z całym humorkiem policjanta, i położyłby temu kres, nie popełnij błędu.

Kurwa, ale ja za nim tęskniłam.

Dotarłam do drzwi wejściowych mojego sąsiada i nie zwlekałam. Położyłam się na dzwonku do drzwi i zapukałam, wiedząc, że nigdy nie usłyszą jednego ani drugiego, a nawet z obydwoma byłoby cudem, gdyby ktoś usłyszał ten dźwięk.

To był teraz Van Halen. David Lee Roth śpiewał „Panamę”. Kolejną z moich ulubionych. To była pieśń pamięci. Były dobre czasy, kiedy grano tę piosenkę, dobre czasy zostały zrujnowane przez tę piosenkę, która była używana do wkurzania mnie natychmiast.

Zapukałam głośniej i przyłożyłam palec do dzwonka.

„Halo!” - Krzyknęłam do drzwi.

Zostały otwarte, płonące światła z wewnątrz oślepiły mnie na sekundę, potem skupiłam się, moja krew ostygła o około sto stopni i patrzyłam w kompletnym szoku.

„Kim jesteś?” - zapytała krzycząc przez muzykę.

Jasna cholera, to była Kenzie Elise. Kenzie Elise. Kenzie pieprzona Elise.

Widziałam prawie wszystkie jej filmy (z wyjątkiem tego, kiedy zaczęła się rozgałęziać i robić te kiepskie filmy artystyczne, które nie miały sensu ani dla mnie, ani dla krytyków, mimo że robiła je, starając się zasłynąć jako aktorka, a nie jako słodziak z komedii romantycznych, ale ona trochę nie powiodło jej się w tym przedsięwzięciu).

Uwielbiałam jej filmy, zwłaszcza komedie romantyczne (thrillery też były całkiem dobre). Kochałam ją. Była niesamowita.

Ale teraz, kiedy stała w domu segmentowym, w sąsiedztwie innych domów segmentowych, w małym miasteczku w Indianie, patrzyłam na nią w szoku.

Kenzie Elise nie mogła być moją sąsiadką. To było niemożliwe.

Ale stała tam, wysoka, bo i tak była naprawdę wysoka, ale była też o stopień wyżej i miała na sobie wysokie buty striptizerki na platformie z paskami, które owijały jej chude łydki. I były chude. Była wychudzona; każdy mięsień w jej ciele był widoczny. Podobnie jak jej mostek, wydatny i, muszę przyznać, niezmiernie nieatrakcyjny. Widziałam to wszystko, bo miała na sobie szmaragdowozielone, koronkowe body, głęboko wycięte w nieistniejącym dekolcie i wysoko wycięte na kościstych biodrach.

Musiała mieć pięć, dziesięć, może nawet piętnaście kilo niedowagi. Była tak chuda, że to było trochę przerażające. Ale miała charakterystyczną grzywę dzikich, długich, truskawkowo blond włosów, chabrowe oczy i uroczą twarzyczkę.

A ona stała w drzwiach sąsiedniego domu, wpatrując się we mnie niebieskimi oczami na dużej głowie, tkwiącej na patykowatym ciele.

„Kim jesteś?” - powtórzyła, a ja podskoczyłam, wychodząc z transu.

„Um… twoją sąsiadką” - odpowiedziałam - „Czy mogłabyś ściszyć muzykę?”

„Co?” - krzyknęła, ale kiedy miałam odpowiedzieć, jej niebieskie oczy opuściły mnie i spojrzała ponad moją głową.

Zobaczyłam światła błyskające na domu i też odwróciłam się, żeby popatrzeć.

Błyszczący, czarny, nowy model pickupa Forda wjeżdżał na podjazd.

Gówno!

Odwróciłam się i zobaczyłam, że się uśmiechała, naprawdę z czegoś zadowolona. Jej twarz stała się miękka i pełna wiedzy w intymny sposób, co sprawiło, że poczułam się bardzo nieswojo.

Z tego wyglądu wywnioskowałam, że jej tatusiek zdecydowanie był w domu. Byłam piątym kołem u tego konkretnego wozu i musiałam się stamtąd wydostać.

„Słuchaj, czy możesz ściszyć muzykę?” - zapytałam krzykiem, ale zignorowała mnie, jej oczy przykuły się do czegoś za moim ramieniem.

Widziałam gasnące światła, a teraz usłyszałam trzaśnięcie drzwiami.

„Przepraszam!” - krzyknęłam przez muzykę, trochę zdesperowana. „Mieszkam obok” - uniosłam lewą rękę, aby wskazać na swój dom - „…a twoja muzyka jest naprawdę głośna. Czy możesz to wyciszyć?”

„Cześć kochasiu” - zamruczała, a tego jak mruczała przez tą muzykę, nie mogłam sobie wyobrazić, ale zrobiła to.

Odwróciłam się i zamarłam.

Za mną stał mężczyzna, duży mężczyzna, duży pod każdym względem.

Był wysoki, wyższy nawet niż Tim, a Tim miał metr osiemdziesiąt osiem. Był także barczysty; jego ramiona w czarnej skórzanej kurtce były szerokie i niewątpliwie potężne.

I był kiedyś piękny. Widać było wyraźnie, pod tym, czym był teraz, że jego rysy były niegdyś idealne, wysokie kości policzkowe, atrakcyjnie ostre skosy kwadratowej szczęki, mocne czoło. Teraz pojawiły się linie ciągnące się szeregiem od jego oczu, a jeszcze więcej po bokach jego zmarszczonych, pełnych ust.

Miał też blizny na lewym policzku, dwie około centymetr pod okiem, które zakrzywiały się na jego wysokiej kości policzkowej, zbliżając się do siebie i kończąc tam, gdzie, gdyby miał dołeczek, byłby jego dołeczek. Te blizny nie były pomarszczone ani szpecące poza faktycznymi znakami. Po prostu szpeciły nieskazitelną męską urodę, która kiedyś była jego twarzą, czyniąc ją, z dodatkiem linii, surową i interesującą, i bardziej niż trochę przerażającą.

Wszystko to, z jego ciemnymi, niesfornymi, zbyt długimi włosami, wystarczyło, by wyglądał złowieszczo w zniewalający, magnetyczny sposób.

I jeszcze były się jego oczy. Błękitne oczy. Błękitne. Pierdolone. Niebo.

Kate i Keira miały szaroniebieskie oczy swojego ojca, uderzające, gdy były otoczone długimi, ciemnymi rzęsami Tima. Nigdy nie widziałam oczu tak pięknych, tak uderzających, tak zapierających dech w piersiach jak Tima, Kate i Keiry.

Do teraz.

Używał tych oczu i tej szorstkiej twarzy, by patrzeć w punkt poza mną. Właściwie ponuro. I robił to w taki sposób, że poczułam dreszcz spływający po kręgosłupie. Przerażał mnie tak głęboko, będąc tak ciemnym, tak pokrytym bliznami, tak ogromnym, tak wyraźnie wściekłym, że byłam zakorzeniona w miejscu. Nie mogłam się ruszyć, chociaż naprawdę chciałam.

Potem się ruszył. Ruszył do przodu tuż obok mnie i automatycznie, jakby zmuszona do tego siłą jego aury, odwróciłam się, gdy szedł. Patrzyłam, jak wsadza dużą dłoń w wychudzony mostek Kenzie Elise i odpycha ją.

Moje usta opadły, gdy poleciała do tyłu na swoich butach striptizerki na platformie, jej ramiona wyleciały na boki, aby znaleźć oparcie, gdy odwróciła się za nim. Nie miała się czego złapać i bez gracji potknęła się o bok swojego buta, ale wyprostowała się przed upadkiem.

Patrzyłam, nie mogąc zrobić nic innego. To było jak oglądanie ohydnego wypadku uchwyconego na filmie i wyemitowanego w telewizji. Nie chciałaś widzieć, ale nie miałeś innego wyjścia, jak tylko patrzeć, ponieważ bez względu na to, jak twój mózg krzyczał, abyś to zrobiła, nie mogłaś oderwać oczu.

Bez zatrzymywania się wszedł do domu i zniknął.

Potem muzyka nagle ucichła.

„Cal…” - zaczęła Kenzie Elise, unosząc ręce, uspokajająco.

„Zamknij się, do kurwy nędzy” - usłyszałam jego warczenie, jego głos był niski, głęboki, dudniący i tak złowrogi, jak jego wygląd. Słyszałam go, ale go nie widziałam, a Kenzie była odwrócona do mnie plecami. Nadal był poza zasięgiem wzroku, ale gdziekolwiek był, ona go obserwowała.

Nagle zdałam sobie sprawę, że mój cel został osiągnięty. Muzyka ucichła. Dlatego nadszedł czas, abym wróciła do domu i pozwoliła, aby ta sytuacja w domu rozegrała się bez publiczności.

Odwróciłam się do wyjścia, ale ponownie usłyszałam jego głos.

„Ty”.

Głupio zajrzałam do domu, aby zobaczyć, że patrzy na mnie.

„Ja…” - zaczęłam tłumaczyć, że idę do domu, ale on podszedł do mnie, a ja patrzyłam tak, jak szedł. Jego potężne ciało poruszało się w moim kierunku i zostałam złapana, widziałam niebezpieczeństwo, ale jakoś moje kończyny były bezużyteczne, mimo że mój mózg krzyczał, żeby się poruszyły.

Szybciej niż wydawało się to możliwe, znalazł się obok mnie, jego wielka ręka owinęła się wokół mojego ramienia i wciągnął mnie do domu. To nie bolało, ani jego chwyt, ani to, że wciągał mnie do domu, a prawdopodobnie nie bolało, bo nie walczyłam, a nie walczyłam, ponieważ wiedziałam, że ten mężczyzna mógłby mnie złamać jak gałązkę.

Więc znalazłam się w domu mojego sąsiada w jaskraworóżowych kaloszach w stokrotki, koszuli nocnej i szlafroku Tima, z sąsiadem w spranych dżinsach, czarnych motocyklowych butach, czarnym T-shircie i czarnej skórzanej kurtce i hollywoodzką gwiazdą filmową, Kenzie Elise, w ledwo zauważalnym, szmaragdowozielonym, koronkowym body oraz butach striptizerki na platformie.

Jak to się stało?

To było jak sen, dziwny, zły sen, z którego, jak się obudziłaś, czułaś się dziwnie i niespokojnie, i to sprawiało, że myślałaś: Co do cholery?

Ale to się działo, byłam tam, oddychałam, byłam świadoma i jedyne o czym mogłam myśleć to, Boże, tęsknię za Timem.

„Zostań” - mój sąsiad rozkazał mi swoim głębokim, przerażającym głosem, a ja odchyliłam głowę do tyłu, żeby spojrzeć w jego jasnoniebieskie oczy i nie mogłam zrobić nic poza skinieniem głowy.

Potem puścił moje ramię i wszedł w głąb domu.

„Cal, kochanie, ja tylko chciałam…” - zaczęła Kenzie Elise, ale zniknął z pola widzenia, więc przestała mówić.

Zastanawiałam się, dlaczego nie poszła za nim, zamiast stać ze mną w pokoju, z otwartymi drzwiami wejściowymi, mając na sobie tylko to nikłe body, co pozostawiało niewiele, jeśli w ogóle nic, wyobraźni.

Z drugiej strony, w jego nastroju, prawdopodobnie też bym za nim nie podążał.

W tym momencie zastanawiałam się, dlaczego nie pobiegła do swojego porsche i nie zniknęła.

Ja nie uciekłam, bo kazał mi zostać i nie uważałam, że było dobrym pomysłem, by się mu przeciwstawiać. Nie wydawał się być zły na mnie, nie w tym momencie, a mnie nie ekscytowało, żeby zmuszać go do tego.

Nie spojrzała na mnie i w końcu odwróciłam od niej wzrok, ale udało mi się to zrobić, bo wrócił, niosąc naręcze ubrań. Przeszedł tuż obok niej, tuż obok mnie i prosto do drzwi, gdzie rzucił ubrania w śnieg.

Moje usta znów się otworzyły.

„Cal!” - krzyknęła. Pędząc w swoich platformach do drzwi, spojrzała na swoje ubranie, po czym odwróciła się z powrotem, żeby spojrzeć na niego, a jej oczy ani razu mnie nie uderzyły. Unikała mnie lub mnie ignorowała. Nie wiedziałam, co, ale uważałam, że oba są dobrymi sposobami na rozegranie tego.

Trzymał w ręku jej torebkę i wracał do pokoju. Wyszarpnął komplet kluczy, gdy odwróciła się do niego.

„Rzuciłeś moje ubrania w śnieg!” - wrzasnęła, a potem odskoczyła na bok, gdy rzucił jej torebkę. Była otwarta i wszystkie rzeczy wylatywały, gdy leciała w powietrzu, a potem wylatywały kolejne rzeczy, gdy lądowała na podłodze.

„Cal!” - pisnęła, zginając się, kościste kolana do piersi, tyłkiem do ziemi i drapując się po swoje rzeczy.

Ja też zaczęłam się pochylać, żeby jej pomóc, ale zatrzymałam się, gdy zabrzmiał jego głos.

„Nie rób tego”.

Odwróciłam głowę, żeby na niego spojrzeć, a jego oczy przykuły mnie do miejsca. Był tak zły, wyraźnie wściekły i tak przerażający, że zapomniałam, jak się oddycha.

Powoli wyprostowałam się, wtłaczając powietrze do płuc, gdy Kenzie gramoliła się na podłodze, teraz na rękach i kolanach w swoich koronkach i butach striptizerki, wpychając rzeczy do torebki.

„To szaleństwo” - warknęła i zdecydowanie miała rację.

Wyjmował klucz z jej pęku kluczy i miał to zadanie ukończone, zanim zdążyła stanąć na nogi z nienaruszoną torebką, co było dla niej szczęśliwe, ponieważ rzucił jej klucze bez zawahania, aby upewnić się, że jest przygotowana. Rzuciła się, żeby je złapać, podskoczyła, ale trzymała je w dłoni.

„Won” - rozkazał zwięźle.

„Cal…” - zaczęła.

„Wypierdalaj”.

„Ta scena jest śmieszna” - syknęła, pochylając się w jego stronę, co moim zdaniem nie było zbyt dobrym pomysłem.

„Masz rację” - zgodził się.

Zmieniała strategie tak szybko, że nie nadążałam.

Jej głos znów był mruczeniem, kiedy zaczęła - „Kochanie, myślałam…”

„Co, Kenzie?” - zapytał, jego oczy przesunęły się wzdłuż niej, jego usta wykrzywiły się z obrzydzeniem - „Co myślałaś? Kurwa, kobieto, miałem lepiej robione lody w gimnazjum. Myślisz, że wrócę po więcej z twoich ust? Niechlujne. Tak niechlujne, że byłem przez ciebie cholernie zawstydzony”.

Na jego słowa wzięłam oddech, ale twarz Kenzie zbladła niż jej charakterystyczna nieskazitelnie blada cera.

Zauważył, że kiedy Kenzie stał nieruchomo jak posąg i nic nie mówił - „Ty wciąż tutaj jesteś”.

„Ja…” - zaczęła.

„…muszę zdobyć pieprzoną wskazówkę” - dokończył za nią - „Chryste, ile razy musimy to zrobić? To był błąd, największy pieprzony błąd, jaki popełniłem od lat. Kiedy robiłem to z tobą, ja to udawałem. Musiałem walić się pod prysznicem, żeby skończyć po tym, jak z tobą skończyłem”.

Przełknęłam ślinę, bardzo pragnąc być gdziekolwiek indziej, gdziekolwiek by nie tam.

„Udawałeś to?” - szepnęła przerażona i pobita głosem małej dziewczynki, która zbyt wcześnie w swoim młodym życiu dowiedziała się, że nie ma Świętego Mikołaja.

„Tak, a gdyby twoja głowa nie była tak wysoko w tyłku, byś to zauważyła. Zamiast tego grasz dalej ten pieprzony dramat, a, przysięgam na Chrystusa, jak to się powtórzy, to nie sprawi, że będę kurewsko szczęśliwy”.

Wydawał się być obecnie dość nieszczęśliwy, ale dopiero co go spotkałam, może mógłby stać się bardziej nieszczęśliwy, co oznaczało, że nigdy więcej nie chciałam być blisko niego.

„Cal, ja…” - zaczęła ponownie, ale on pochylił się do przodu, a jej usta się zacisnęły.

„Nie powiem tego więcej. Wynoś. Kurwa. Się. Stąd”.

Na szczęście miała już dość. Odwróciła się, unikając mojego wzroku i wyszła przez otwarte drzwi frontowe na śnieg i przenikliwe zimno.

Stałam nieruchomo, gdy podszedł do drzwi, zatrzasnął je i, ku mojemu ogromnemu dyskomfortowi, zamknął je na klucz.

Znowu przełknęłam.

Potem powiedziałam cicho - „Chciałabym już iść do domu”.

Odwrócił się do mnie i spojrzał na mnie.

Zacisnęłam usta, a mój żołądek się ścisnął.

Nie odzywał się, a ja nie wiedziałam, co robić.

W końcu jego oczy opadły i patrzyłam, jak powoli przesuwają się z mojej twarzy w dół mojego ciała do moich stóp i równie powoli zaczynają wracać do mojej twarzy.

Podczas tej podróży zdałam sobie sprawę, że mój szlafrok się rozchylił i mógł zobaczyć moją koszulę nocną. Była jasno-lawendowa, satynowa, krótka, kończyła się w górnej części moich ud, ale w dole miała dziesięciocentymetrowy brzeg z przydymionej szarej koronki. Ta sama koronka była przy staniku nad miseczkami materiału zakrywającego moje piersi. Koszula nocna ściśle przylegała do piersi i brzucha, ale wokół bioder i ud był luz. Nie była tak ryzykowna jak body Kenzie. Pozostawiła coś wyobraźni i to było dobre, chyba że miał wyobraźnię.

Ostrożnie ściągnęłam brzegi mojego szlafroka, a jego oczy przyspieszyły, by trafić w moje i wiedziałam, że w tej chwili bez wątpienia miał wyobraźnię.

Zaschło mi w ustach.

„Jestem Joe Callahan” - powiedział.

„Witaj Joe” - powiedziałam cicho.

„Cal” - poprawił mnie, a ja skinęłam głową, ale milczałam.

Kiedy wydłużyło to się o Porsche odpalające i wycofujące się z podjazdu, Joe Callahan zapytał - „Ty jesteś?”

„Twoją sąsiadką”.

Jego ciężkie, ciemne brwi uniosły się - „Czy moja sąsiadka ma imię?”

Potrząsnęłam głową, a jego gęste, ciemne brwi złączyły się.

„Nie masz imienia?” – zapytał.

„Myślę, że chcę odejść” - powiedziałam mu.

Jego twarz stwardniała, ale jego głos stał się łagodny, gdy powiedział - „Słuchaj, siostro…”

„Nie, proszę, Joe, chcę odejść”.

„Cal”.

„Nieważne, chciałabym odejść” - powtórzyłam.

Ruszył w moją stronę, a ja cofnęłam się, podnosząc drżącą rękę, a on zatrzymał się, jego oczy opadły na moją rękę, po czym wróciły do mojej twarzy.

„Mieszkam obok, to wszystko” - powiedziałam cicho - „Chciałam, żeby muzyka ucichła. Ucichła. Teraz chciałabym odejść”.

Jego oczy wpatrywały się we mnie i coś się w nich działo, po prostu nie wiedziałam, co i po tym, jak byłam świadkiem tej sceny, słuchając, jak do niej mówił, co powiedział, jak to powiedział i jakie upokorzenie wyrządził, mnie to nie obchodziło. Potem jego wzrok ponownie opadł na moje ciało, zamknął oczy i odsunął się na bok.

Nie zmarnowałam ani sekundy. Pobiegłam do drzwi, odbezpieczyłam je, otworzyłam na oścież, wybiegłam i po śniegu biegłam do mojego domu. Rzuciłam się przez boczne drzwi, zamknęłam je, zaryglowałam, zarzuciłam łańcuch i uzbroiłam alarm.

Potem, trzęsąc się od stóp do głów, zsunęłam kalosze, chwiejnie skierowałam się do sypialni i położyłam się do łóżka w szlafroku Tima, naciągając kołdrę po szyję.

Odwróciłam głowę do ramki stojącej na moim stoliku nocnym. Ledwo widziałam ją w ciemności, ale nie musiałam jej widzieć, bo pamiętałam zdjęcie, które zawierała. Tim i ja, z bliska, on był za mną, z ramionami wokół moich ramion, owiniętymi przez moją klatkę piersiową, jego szczęka przyciśnięta do boku mojej głowy, moja głowa lekko zwrócona do niego. Patrzył w obiektyw. Ja miałam zamknięte oczy.

Oboje się śmialiśmy.

„Tęsknię za tobą, kochanie” - szepnęłam do ramy, mój głos drżał tak mocno, jak moje ciało wciąż drżało.

Zdjęcie nie miało odpowiedzi; nigdy, kurwa, nie miało.

*****

Następnego ranka w domu Joe Callahana panowała cisza, a lśniący, czarny, nowy pickup Forda zniknął.

Nie wrócił przez trzy tygodnie.

*****



[1] Volkswagen Beetle czy też Volkswagen Garbus

5 komentarzy: