Rozdział 1
Sąsiad (cz.1)
Patrzyłam w ciemny sufit i
słuchałam jak Axl Rose żąda by zabrano go do Paradise City.
Piosenka
była słodka, jak AC/DC, Poison, Whitesnake i Ratt zawsze byli, ale nie było to
słodkie o…
Odwróciłam
się, żeby spojrzeć na budzik stojący na mojej szafce nocnej…
Trzeciej trzydzieści nad
ranem.
Impreza zaczęła się o
dwunastej dwadzieścia dwie. Nie przeszkadzało mi to, biorąc pod uwagę, że był
to piątek. Pomyślałam, że w tej okolicy ostudzą to o pierwszej trzydzieści,
może o drugiej. Pomyślałam też, że gdyby przekroczyło to ten czas, Colt
poszedłby zamienić słówko. Alec Colton był moim sąsiadem; mieszkał po drugiej
stronie ulicy i jeden dom dalej. On i jego dziewczyna, February Owens, mieli
nowe dziecko i był policjantem. Nie mogłam sobie wyobrazić, że zniósłby podróż
w głąb wspomnień w stylu hard rocka lat 80, aż do czwartej nad ranem, nie z
nowym dzieckiem i wszystkim, co wiązało się z jego harmonogramem snu (lub jego
brakiem).
Ale muzyka nie ustała.
Moja okolica była spokojna, a
przynajmniej była przez te cztery miesiące, odkąd Kate, Keira i ja w niej
mieszkałyśmy. Był luty. Kto urządzał w lutym głośne, późne imprezy w spokojnej
okolicy?
Przynajmniej Kate i Keira
nocowały u siebie. Gdyby były w domu, już dawno bym się wściekła.
Ale wściekłam się…
Spojrzałam na zegar…
O trzeciej trzydzieści cztery
nad ranem.
Odrzuciłam kołdrę i poszłam
do łazienki, wyrywając stary, flanelowy szlafrok Tima z haczyka z tyłu drzwi.
Jego mama kupiła mu ten szlafrok. Miał go, zanim się pobraliśmy. Teraz był
miękki jak plusz, noszony, ale nie znoszony i nadal był super ciepły.
Wstrząsając ramionami,
wyszłam z pokoju, przez gabinet w amfiladzie do salonu, który przechodził w jadalnię,
która łączyła się z kuchnią. Potem podeszłam do bocznych drzwi w kuchni, gdzie
na podłodze leżała plątanina butów.
Zarówno Kate, jak i Keira
wcześnie rozkwitły. Obie były teraz mojego wzrostu, nawet Keira, chociaż miała
dopiero czternaście lat i wszystkie nosiłyśmy ten sam rozmiar butów.
Wyciągnęłam gorące różowe kalosze Keiry z dużymi stokrotkami i naciągnęłam je
na grube skarpetki, które miałam na sobie, żeby odegnać nocny chłód. W nocy
obniżyłam temperaturę na termostacie, oszczędzając na ogrzewaniu i rachunkach
za media. Pieniądze nie płynęły, a wychowywanie dwóch nastoletnich dziewczynek
było bardzo ważne. Z drugiej strony płynęły nawet bez dwóch nastoletnich
dziewczyn, chociaż tak naprawdę nie znałam czasu w moim życiu, kiedy nie było w
nim dzieci. Jednego dnia byłam dzieckiem, następnego byłam żoną i matką.
Nigdy tego nie żałowałam, ani
jednego dnia, aż do tego czasu rok, trzy miesiące, trzy tygodnie i dwa dni
temu. Wtedy też tak naprawdę tego nie żałowałam, ale życie na pewno się
zmieniło.
Wyłączyłam alarm, otworzyłam
boczne drzwi, wyszłam w noc i zatrzymałam się jak wryta.
Nie miałam pojęcia, skąd
pochodzi muzyka, ale nie spodziewałam się, że będzie pochodzić od najbliższego sąsiada.
A to dlatego, że ktokolwiek to był, nigdy nie było go w domu. W ciągu czterech
miesięcy, odkąd tam zamieszkałyśmy, kilka razy, może dwa, trzy widziałam na
podjeździe lśniącego, czarnego, nowego pickupa Forda. Kiedyś widziałam w domu
włączone światła.
Poza tym nikogo.
Ale teraz był oświetlony jak
latarnia morska, a muzyka była znacznie głośniejsza, kiedy stałam na zewnątrz.
Tak głośna, że aż cud, że okna nie wygięły się wraz z dźwiękiem.
Ale na podjeździe nie było
błyszczącego, czarnego, nowego modelu pickupa Forda. Zamiast tego, w jasnym świetle
palących się w domu świateł, zobaczyłam lśniące, czerwone, nowe Porsche.
To wszystko mnie zaskoczyło.
Żadnego słowa, żadnego dźwięku, nic z tego domu przez cztery miesiące, a teraz
był oświetlony, rozbrzmiewała głośna muzyka, a na podjeździe stał
nieamerykański samochód. O ile wiedziałam, jedyną sąsiadką w okolicy, która nie
miała Amerykanina, była February, a ona miała garbusa Beetle[1]. Wszyscy
inni, łącznie ze mną, mieli amerykańskie.
I nikogo na tym osiedlu nie
było stać na Porsche, nie za życia.
Nawet mieszkając tam przez tak
krótki czas, znałam moich sąsiadów, bo to było małe miasteczko w Indianie. Już
jak mieszkałyśmy tam tydzień, poznałyśmy wszystkich naszych sąsiadów.
Przychodzili z ciastami, ciasteczkami i zapiekankami. Zapraszano nas na
przyjęcia bożonarodzeniowe. Machaliśmy i wołaliśmy „cześć” lub „do widzenia”, a
nawet podchodziliśmy, żeby pogadać, czy odśnieżaliśmy chodniki, czy wsiadaliśmy
do samochodów, żeby gdzieś pojechać, czy też wracaliśmy. Rozmawialiśmy, kiedy
wpadliśmy na siebie w sklepie spożywczym, na poczcie, w restauracji Franka lub
podczas szkolnego meczu koszykówki. Kate, Keira i ja mieszkałyśmy tam cztery
miesiące, a ja czułam się, jakbyśmy były tam czternaście lat.
Ale nie znałam sąsiada z
błyszczącym pickupem Forda, który mieszkał obok, a nie znałam go, bo nigdy go
nie było w domu.
Teraz, kimkolwiek był, miałam
się z nimi spotkać.
Przeszłam przez śnieg,
słysząc, jak chrzęści pod stopami, nawet przez muzykę. Wierzchnia warstwa
śniegu zmroziła się z mrozem nocy, ale nic nie czułam, bo byłam zbyt zła. Musiałam
jutro pracować, być o ósmej w sklepie ogrodniczym, który był tylko kilka godzin
stąd. Obudził mnie „Hell’s Bells” AC/DC i od tamtej pory rzucałam się, obracałam
i wściekałam. Teraz krew się we mnie gotowała i musiałam uważać, żeby nie
stracić kontroli. Niestety, miałam temperament. Nie często wybuchał, ale kiedy wybuchał,
to wybuchał.
A jednym z powodów, dla
których byłam zła, było to, że gdyby Tim tu był, on by to zrobił. Zrobiłby to
trzy godziny temu, mniej więcej w połowie „Hell’s Bells”. Tim lubił spać, ale
to nie chodziło o to. Nie tolerował niczego, co mogłoby przeszkadzać jego
dziewczynom. Gdyby to mnie obudziło, obudziłoby jego i wiedziałby, że byłam
zaniepokojona, a to by dało mu wskazówkę i byłby za drzwiami jak strzała. Wziąłby
broń i swoją odznakę, zdenerwowałby się, rosły facet, z całym humorkiem
policjanta, i położyłby temu kres, nie popełnij błędu.
Kurwa, ale ja za nim tęskniłam.
Dotarłam do drzwi wejściowych
mojego sąsiada i nie zwlekałam. Położyłam się na dzwonku do drzwi i zapukałam,
wiedząc, że nigdy nie usłyszą jednego ani drugiego, a nawet z obydwoma byłoby
cudem, gdyby ktoś usłyszał ten dźwięk.
To był teraz Van Halen. David
Lee Roth śpiewał „Panamę”. Kolejną z moich ulubionych. To była pieśń pamięci.
Były dobre czasy, kiedy grano tę piosenkę, dobre czasy zostały zrujnowane przez
tę piosenkę, która była używana do wkurzania mnie natychmiast.
Zapukałam głośniej i
przyłożyłam palec do dzwonka.
„Halo!” - Krzyknęłam do
drzwi.
Zostały otwarte, płonące
światła z wewnątrz oślepiły mnie na sekundę, potem skupiłam się, moja krew
ostygła o około sto stopni i patrzyłam w kompletnym szoku.
„Kim jesteś?” - zapytała
krzycząc przez muzykę.
Jasna cholera, to była Kenzie
Elise. Kenzie Elise. Kenzie pieprzona
Elise.
Widziałam prawie wszystkie
jej filmy (z wyjątkiem tego, kiedy zaczęła się rozgałęziać i robić te kiepskie
filmy artystyczne, które nie miały sensu ani dla mnie, ani dla krytyków, mimo
że robiła je, starając się zasłynąć jako aktorka,
a nie jako słodziak z komedii romantycznych, ale ona trochę nie powiodło jej
się w tym przedsięwzięciu).
Uwielbiałam jej filmy,
zwłaszcza komedie romantyczne (thrillery też były całkiem dobre). Kochałam ją.
Była niesamowita.
Ale teraz, kiedy stała w domu
segmentowym, w sąsiedztwie innych domów segmentowych, w małym miasteczku w
Indianie, patrzyłam na nią w szoku.
Kenzie Elise nie mogła być
moją sąsiadką. To było niemożliwe.
Ale stała tam, wysoka, bo i
tak była naprawdę wysoka, ale była też o stopień wyżej i miała na sobie wysokie
buty striptizerki na platformie z paskami, które owijały jej chude łydki. I
były chude. Była wychudzona; każdy mięsień w jej ciele był widoczny. Podobnie
jak jej mostek, wydatny i, muszę przyznać, niezmiernie nieatrakcyjny. Widziałam
to wszystko, bo miała na sobie szmaragdowozielone, koronkowe body, głęboko
wycięte w nieistniejącym dekolcie i wysoko wycięte na kościstych biodrach.
Musiała mieć pięć, dziesięć,
może nawet piętnaście kilo niedowagi. Była tak chuda, że to było trochę
przerażające. Ale miała charakterystyczną grzywę dzikich, długich, truskawkowo
blond włosów, chabrowe oczy i uroczą twarzyczkę.
A ona stała w drzwiach
sąsiedniego domu, wpatrując się we mnie niebieskimi oczami na dużej głowie,
tkwiącej na patykowatym ciele.
„Kim jesteś?” - powtórzyła, a
ja podskoczyłam, wychodząc z transu.
„Um… twoją sąsiadką” -
odpowiedziałam - „Czy mogłabyś ściszyć muzykę?”
„Co?” - krzyknęła, ale kiedy
miałam odpowiedzieć, jej niebieskie oczy opuściły mnie i spojrzała ponad moją
głową.
Zobaczyłam światła błyskające
na domu i też odwróciłam się, żeby popatrzeć.
Błyszczący, czarny, nowy
model pickupa Forda wjeżdżał na podjazd.
Gówno!
Odwróciłam się i zobaczyłam,
że się uśmiechała, naprawdę z czegoś zadowolona. Jej twarz stała się miękka i
pełna wiedzy w intymny sposób, co sprawiło, że poczułam się bardzo nieswojo.
Z tego wyglądu
wywnioskowałam, że jej tatusiek zdecydowanie był w domu. Byłam piątym kołem u tego
konkretnego wozu i musiałam się stamtąd wydostać.
„Słuchaj, czy możesz ściszyć
muzykę?” - zapytałam krzykiem, ale zignorowała mnie, jej oczy przykuły się do czegoś
za moim ramieniem.
Widziałam gasnące światła, a
teraz usłyszałam trzaśnięcie drzwiami.
„Przepraszam!” - krzyknęłam
przez muzykę, trochę zdesperowana. „Mieszkam obok” - uniosłam lewą rękę, aby
wskazać na swój dom - „…a twoja muzyka jest naprawdę głośna. Czy możesz to wyciszyć?”
„Cześć kochasiu” -
zamruczała, a tego jak mruczała przez tą muzykę, nie mogłam sobie wyobrazić,
ale zrobiła to.
Odwróciłam się i zamarłam.
Za mną stał mężczyzna, duży
mężczyzna, duży pod każdym względem.
Był wysoki, wyższy nawet niż
Tim, a Tim miał metr osiemdziesiąt osiem. Był także barczysty; jego ramiona w
czarnej skórzanej kurtce były szerokie i niewątpliwie potężne.
I był kiedyś piękny. Widać
było wyraźnie, pod tym, czym był teraz, że jego rysy były niegdyś idealne,
wysokie kości policzkowe, atrakcyjnie ostre skosy kwadratowej szczęki, mocne
czoło. Teraz pojawiły się linie ciągnące się szeregiem od jego oczu, a jeszcze
więcej po bokach jego zmarszczonych, pełnych ust.
Miał też blizny na lewym
policzku, dwie około centymetr pod okiem, które zakrzywiały się na jego
wysokiej kości policzkowej, zbliżając się do siebie i kończąc tam, gdzie, gdyby
miał dołeczek, byłby jego dołeczek. Te blizny nie były pomarszczone ani
szpecące poza faktycznymi znakami. Po prostu szpeciły nieskazitelną męską
urodę, która kiedyś była jego twarzą, czyniąc ją, z dodatkiem linii, surową i
interesującą, i bardziej niż trochę przerażającą.
Wszystko to, z jego ciemnymi,
niesfornymi, zbyt długimi włosami, wystarczyło, by wyglądał złowieszczo w zniewalający,
magnetyczny sposób.
I jeszcze były się jego oczy.
Błękitne oczy. Błękitne. Pierdolone. Niebo.
Kate i Keira miały
szaroniebieskie oczy swojego ojca, uderzające, gdy były otoczone długimi,
ciemnymi rzęsami Tima. Nigdy nie widziałam oczu tak pięknych, tak uderzających,
tak zapierających dech w piersiach jak Tima, Kate i Keiry.
Do teraz.
Używał tych oczu i tej
szorstkiej twarzy, by patrzeć w punkt poza mną. Właściwie ponuro. I robił to w taki sposób, że poczułam dreszcz spływający po
kręgosłupie. Przerażał mnie tak głęboko, będąc tak ciemnym, tak pokrytym
bliznami, tak ogromnym, tak wyraźnie wściekłym, że byłam zakorzeniona w
miejscu. Nie mogłam się ruszyć, chociaż naprawdę chciałam.
Potem się ruszył. Ruszył do
przodu tuż obok mnie i automatycznie, jakby zmuszona do tego siłą jego aury,
odwróciłam się, gdy szedł. Patrzyłam, jak wsadza dużą dłoń w wychudzony mostek
Kenzie Elise i odpycha ją.
Moje usta opadły, gdy
poleciała do tyłu na swoich butach striptizerki na platformie, jej ramiona
wyleciały na boki, aby znaleźć oparcie, gdy odwróciła się za nim. Nie miała się
czego złapać i bez gracji potknęła się o bok swojego buta, ale wyprostowała się
przed upadkiem.
Patrzyłam, nie mogąc zrobić
nic innego. To było jak oglądanie ohydnego wypadku uchwyconego na filmie i
wyemitowanego w telewizji. Nie chciałaś widzieć, ale nie miałeś innego wyjścia,
jak tylko patrzeć, ponieważ bez względu na to, jak twój mózg krzyczał, abyś to
zrobiła, nie mogłaś oderwać oczu.
Bez zatrzymywania się wszedł
do domu i zniknął.
Potem muzyka nagle ucichła.
„Cal…” - zaczęła Kenzie
Elise, unosząc ręce, uspokajająco.
„Zamknij się, do kurwy nędzy”
- usłyszałam jego warczenie, jego głos był niski, głęboki, dudniący i tak
złowrogi, jak jego wygląd. Słyszałam go, ale go nie widziałam, a Kenzie była
odwrócona do mnie plecami. Nadal był poza zasięgiem wzroku, ale gdziekolwiek
był, ona go obserwowała.
Nagle zdałam sobie sprawę, że
mój cel został osiągnięty. Muzyka ucichła. Dlatego nadszedł czas, abym wróciła
do domu i pozwoliła, aby ta sytuacja w domu rozegrała się bez publiczności.
Odwróciłam się do wyjścia,
ale ponownie usłyszałam jego głos.
„Ty”.
Głupio zajrzałam do domu, aby
zobaczyć, że patrzy na mnie.
„Ja…” - zaczęłam tłumaczyć,
że idę do domu, ale on podszedł do mnie, a ja patrzyłam tak, jak szedł. Jego
potężne ciało poruszało się w moim kierunku i zostałam złapana, widziałam
niebezpieczeństwo, ale jakoś moje kończyny były bezużyteczne, mimo że mój mózg
krzyczał, żeby się poruszyły.
Szybciej niż wydawało się to
możliwe, znalazł się obok mnie, jego wielka ręka owinęła się wokół mojego
ramienia i wciągnął mnie do domu. To nie bolało, ani jego chwyt, ani to, że
wciągał mnie do domu, a prawdopodobnie nie bolało, bo nie walczyłam, a nie
walczyłam, ponieważ wiedziałam, że ten mężczyzna mógłby mnie złamać jak
gałązkę.
Więc znalazłam się w domu
mojego sąsiada w jaskraworóżowych kaloszach w stokrotki, koszuli nocnej i
szlafroku Tima, z sąsiadem w spranych dżinsach, czarnych motocyklowych butach,
czarnym T-shircie i czarnej skórzanej kurtce i hollywoodzką gwiazdą filmową,
Kenzie Elise, w ledwo zauważalnym, szmaragdowozielonym, koronkowym body oraz
butach striptizerki na platformie.
Jak to się stało?
To było jak sen, dziwny, zły
sen, z którego, jak się obudziłaś, czułaś się dziwnie i niespokojnie, i to sprawiało,
że myślałaś: Co do cholery?
Ale to się działo, byłam tam,
oddychałam, byłam świadoma i jedyne o czym mogłam myśleć to, Boże, tęsknię za Timem.
„Zostań” - mój sąsiad
rozkazał mi swoim głębokim, przerażającym głosem, a ja odchyliłam głowę do
tyłu, żeby spojrzeć w jego jasnoniebieskie oczy i nie mogłam zrobić nic poza
skinieniem głowy.
Potem puścił moje ramię i
wszedł w głąb domu.
„Cal, kochanie, ja tylko
chciałam…” - zaczęła Kenzie Elise, ale zniknął z pola widzenia, więc przestała
mówić.
Zastanawiałam się, dlaczego
nie poszła za nim, zamiast stać ze mną w pokoju, z otwartymi drzwiami
wejściowymi, mając na sobie tylko to nikłe body, co pozostawiało niewiele,
jeśli w ogóle nic, wyobraźni.
Z drugiej strony, w jego
nastroju, prawdopodobnie też bym za nim nie podążał.
W tym momencie zastanawiałam
się, dlaczego nie pobiegła do swojego porsche i nie zniknęła.
Ja nie uciekłam, bo kazał mi
zostać i nie uważałam, że było dobrym pomysłem, by się mu przeciwstawiać. Nie
wydawał się być zły na mnie, nie w tym momencie, a mnie nie ekscytowało, żeby zmuszać
go do tego.
Nie spojrzała na mnie i w
końcu odwróciłam od niej wzrok, ale udało mi się to zrobić, bo wrócił, niosąc naręcze
ubrań. Przeszedł tuż obok niej, tuż obok mnie i prosto do drzwi, gdzie rzucił
ubrania w śnieg.
Moje usta znów się otworzyły.
„Cal!” - krzyknęła. Pędząc w
swoich platformach do drzwi, spojrzała na swoje ubranie, po czym odwróciła się
z powrotem, żeby spojrzeć na niego, a jej oczy ani razu mnie nie uderzyły.
Unikała mnie lub mnie ignorowała. Nie wiedziałam, co, ale uważałam, że oba są
dobrymi sposobami na rozegranie tego.
Trzymał w ręku jej torebkę i
wracał do pokoju. Wyszarpnął komplet kluczy, gdy odwróciła się do niego.
„Rzuciłeś moje ubrania w
śnieg!” - wrzasnęła, a potem odskoczyła na bok, gdy rzucił jej torebkę. Była
otwarta i wszystkie rzeczy wylatywały, gdy leciała w powietrzu, a potem
wylatywały kolejne rzeczy, gdy lądowała na podłodze.
„Cal!” - pisnęła, zginając
się, kościste kolana do piersi, tyłkiem do ziemi i drapując się po swoje
rzeczy.
Ja też zaczęłam się pochylać,
żeby jej pomóc, ale zatrzymałam się, gdy zabrzmiał jego głos.
„Nie rób tego”.
Odwróciłam głowę, żeby na
niego spojrzeć, a jego oczy przykuły mnie do miejsca. Był tak zły, wyraźnie
wściekły i tak przerażający, że zapomniałam, jak się oddycha.
Powoli wyprostowałam się,
wtłaczając powietrze do płuc, gdy Kenzie gramoliła się na podłodze, teraz na
rękach i kolanach w swoich koronkach i butach striptizerki, wpychając rzeczy do
torebki.
„To szaleństwo” - warknęła i zdecydowanie miała rację.
Wyjmował klucz z jej pęku
kluczy i miał to zadanie ukończone, zanim zdążyła stanąć na nogi z nienaruszoną
torebką, co było dla niej szczęśliwe, ponieważ rzucił jej klucze bez zawahania,
aby upewnić się, że jest przygotowana. Rzuciła się, żeby je złapać, podskoczyła,
ale trzymała je w dłoni.
„Won” - rozkazał zwięźle.
„Cal…” - zaczęła.
„Wypierdalaj”.
„Ta scena jest śmieszna” -
syknęła, pochylając się w jego stronę, co moim zdaniem nie było zbyt dobrym
pomysłem.
„Masz rację” - zgodził się.
Zmieniała strategie tak
szybko, że nie nadążałam.
Jej głos znów był mruczeniem,
kiedy zaczęła - „Kochanie, myślałam…”
„Co, Kenzie?” - zapytał, jego
oczy przesunęły się wzdłuż niej, jego usta wykrzywiły się z obrzydzeniem - „Co
myślałaś? Kurwa, kobieto, miałem lepiej robione lody w gimnazjum. Myślisz, że
wrócę po więcej z twoich ust?
Niechlujne. Tak niechlujne, że byłem przez ciebie cholernie zawstydzony”.
Na jego słowa wzięłam oddech,
ale twarz Kenzie zbladła niż jej charakterystyczna nieskazitelnie blada cera.
Zauważył, że kiedy Kenzie
stał nieruchomo jak posąg i nic nie mówił - „Ty wciąż tutaj jesteś”.
„Ja…” - zaczęła.
„…muszę zdobyć pieprzoną
wskazówkę” - dokończył za nią - „Chryste, ile razy musimy to zrobić? To był
błąd, największy pieprzony błąd, jaki popełniłem od lat. Kiedy robiłem to z
tobą, ja to udawałem. Musiałem walić
się pod prysznicem, żeby skończyć po tym, jak z tobą skończyłem”.
Przełknęłam ślinę, bardzo
pragnąc być gdziekolwiek indziej, gdziekolwiek
by nie tam.
„Udawałeś to?” - szepnęła
przerażona i pobita głosem małej dziewczynki, która zbyt wcześnie w swoim
młodym życiu dowiedziała się, że nie ma Świętego Mikołaja.
„Tak, a gdyby twoja głowa nie
była tak wysoko w tyłku, byś to zauważyła. Zamiast tego grasz dalej ten
pieprzony dramat, a, przysięgam na Chrystusa, jak to się powtórzy, to nie
sprawi, że będę kurewsko szczęśliwy”.
Wydawał się być obecnie dość
nieszczęśliwy, ale dopiero co go spotkałam, może mógłby stać się bardziej nieszczęśliwy, co oznaczało, że
nigdy więcej nie chciałam być blisko niego.
„Cal, ja…” - zaczęła
ponownie, ale on pochylił się do przodu, a jej usta się zacisnęły.
„Nie powiem tego więcej. Wynoś.
Kurwa. Się. Stąd”.
Na szczęście miała już dość.
Odwróciła się, unikając mojego wzroku i wyszła przez otwarte drzwi frontowe na
śnieg i przenikliwe zimno.
Stałam nieruchomo, gdy
podszedł do drzwi, zatrzasnął je i, ku mojemu ogromnemu dyskomfortowi, zamknął
je na klucz.
Znowu przełknęłam.
Potem powiedziałam cicho -
„Chciałabym już iść do domu”.
Odwrócił się do mnie i spojrzał
na mnie.
Zacisnęłam usta, a mój
żołądek się ścisnął.
Nie odzywał się, a ja nie
wiedziałam, co robić.
W końcu jego oczy opadły i
patrzyłam, jak powoli przesuwają się z mojej twarzy w dół mojego ciała do moich
stóp i równie powoli zaczynają wracać do mojej twarzy.
Podczas tej podróży zdałam
sobie sprawę, że mój szlafrok się rozchylił i mógł zobaczyć moją koszulę nocną.
Była jasno-lawendowa, satynowa, krótka, kończyła się w górnej części moich ud,
ale w dole miała dziesięciocentymetrowy brzeg z przydymionej szarej koronki. Ta
sama koronka była przy staniku nad miseczkami materiału zakrywającego moje
piersi. Koszula nocna ściśle przylegała do piersi i brzucha, ale wokół bioder i
ud był luz. Nie była tak ryzykowna jak body Kenzie. Pozostawiła coś wyobraźni i
to było dobre, chyba że miał wyobraźnię.
Ostrożnie ściągnęłam brzegi
mojego szlafroka, a jego oczy przyspieszyły, by trafić w moje i wiedziałam, że
w tej chwili bez wątpienia miał wyobraźnię.
Zaschło mi w ustach.
„Jestem Joe Callahan” -
powiedział.
„Witaj Joe” - powiedziałam cicho.
„Cal” - poprawił mnie, a ja skinęłam
głową, ale milczałam.
Kiedy wydłużyło to się o
Porsche odpalające i wycofujące się z podjazdu, Joe Callahan zapytał - „Ty jesteś?”
„Twoją sąsiadką”.
Jego ciężkie, ciemne brwi
uniosły się - „Czy moja sąsiadka ma imię?”
Potrząsnęłam głową, a jego
gęste, ciemne brwi złączyły się.
„Nie masz imienia?” –
zapytał.
„Myślę, że chcę odejść” -
powiedziałam mu.
Jego twarz stwardniała, ale
jego głos stał się łagodny, gdy powiedział - „Słuchaj, siostro…”
„Nie, proszę, Joe, chcę odejść”.
„Cal”.
„Nieważne, chciałabym odejść”
- powtórzyłam.
Ruszył w moją stronę, a ja
cofnęłam się, podnosząc drżącą rękę, a on zatrzymał się, jego oczy opadły na
moją rękę, po czym wróciły do mojej twarzy.
„Mieszkam obok, to wszystko” -
powiedziałam cicho - „Chciałam, żeby muzyka ucichła. Ucichła. Teraz chciałabym
odejść”.
Jego oczy wpatrywały się we
mnie i coś się w nich działo, po prostu nie wiedziałam, co i po tym, jak byłam
świadkiem tej sceny, słuchając, jak do niej mówił, co powiedział, jak to powiedział
i jakie upokorzenie wyrządził, mnie to nie obchodziło. Potem jego wzrok
ponownie opadł na moje ciało, zamknął oczy i odsunął się na bok.
Nie zmarnowałam ani sekundy.
Pobiegłam do drzwi, odbezpieczyłam je, otworzyłam na oścież, wybiegłam i po
śniegu biegłam do mojego domu. Rzuciłam się przez boczne drzwi, zamknęłam je,
zaryglowałam, zarzuciłam łańcuch i uzbroiłam alarm.
Potem, trzęsąc się od stóp do
głów, zsunęłam kalosze, chwiejnie skierowałam się do sypialni i położyłam się
do łóżka w szlafroku Tima, naciągając kołdrę po szyję.
Odwróciłam głowę do ramki stojącej
na moim stoliku nocnym. Ledwo widziałam ją w ciemności, ale nie musiałam jej
widzieć, bo pamiętałam zdjęcie, które zawierała. Tim i ja, z bliska, on był za
mną, z ramionami wokół moich ramion, owiniętymi przez moją klatkę piersiową,
jego szczęka przyciśnięta do boku mojej głowy, moja głowa lekko zwrócona do
niego. Patrzył w obiektyw. Ja miałam zamknięte oczy.
Oboje się śmialiśmy.
„Tęsknię za tobą, kochanie” -
szepnęłam do ramy, mój głos drżał tak mocno, jak moje ciało wciąż drżało.
Zdjęcie nie miało odpowiedzi;
nigdy, kurwa, nie miało.
*****
Następnego ranka w domu Joe
Callahana panowała cisza, a lśniący, czarny, nowy pickup Forda zniknął.
Nie wrócił przez trzy
tygodnie.
*****
Dziękuję ślicznie ☺️
OdpowiedzUsuńCiekawie się zaczyna
OdpowiedzUsuńSuper ❤️
OdpowiedzUsuńO 😁 fajne. Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńAle super 😁😁😁
OdpowiedzUsuń