piątek, 25 marca 2022

2 - Głód (cz.3)

 

Rozdział 2

Głód (cz.3)

 

*****

„W domu na kolację!” - krzyknęłam moim dziewczynom rozkaz z mojego pokoju, gdy usłyszałam, jak przygotowują się do wyjścia do centrum handlowego, a ja kończyłam przygotowywać się do wyjścia do pracy.

Był późny poranek po Incydencie Joe. Bobbie zadzwoniła i poprosiła mnie, żebym wzięła kilka godzin. Mogła dostać dobrego pracownika na pełen etat, kiedy Sabrina odeszła, ale to i tak oznaczało, że pracowałby w niepełnym wymiarze godzin i nie znalazła nikogo, kogo chciałaby mnie zastąpić, a ponieważ Bobbie nie lubiła wielu ludzi, prawdopodobnie zajęłoby to trochę czasu. Nadgodziny zaczynały być czymś normalnym, ale nie narzekałam.

„Kiedy kończysz?” - odkrzyknęła Keira.

„Będę w domu po piątej” - odpowiedziałam, znowu krzycząc.

„Fajnie! Później Słodka-Mama” – krzyknęła Keira.

„Do widzenia Mamuś!” - wrzasnęła Kate.

„Bądźcie ostrożne!” - odkrzyknęłam, zarzucając kołdrę na łóżko i mała, biała wizytówka wyleciała w powietrze.

Znieruchomiałam i wpatrywałam się w nią, gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami w drugim pokoju.

Wizytówka opadła z powrotem na moje łóżko. Widziałam na nim druk i był rozmazany, ponieważ nie skupiałam się, gdy na niego patrzyłam. Odczuwałam gorycz i upokorzenie, które zeszłej nocy wpłynęły do moich kości, gorycz i upokorzenie, które przez cały ranek starałam się ignorować zaczęły mnie palić.

Mój oddech zaczął przyspieszać, a kwas, który zakorzenił się w moim szpiku, dostał się do wstydu.

Zeszłej nocy nie byłam tak pijana, że nie wiedziałam, co robiłam.

Nie byłam tak pijana, że miałam kaca. Nie byłam tak cholernie pijana, że nie powinnam była tego zatrzymać.

Ale nie zrobiłam tego. Nie tylko do tego dopuściłam, uczestniczyłam w tym i błagałam.

Nie myśląc (nigdy tego nie robiłam, kiedy się wściekałam), chwyciłam wizytówkę i podeszłam do dżinsów, które wciąż leżały na podłodze. Wyciągnęłam pięćdziesiątkę z kieszeni, rzuciłam dżinsy na łóżko i wyszłam z pokoju. Potem pomaszerowałam przez dom bocznymi drzwiami.

Na podjeździe stał pickup Joe’go.

Nie miałam zamiaru stawić mu czoła, ale chciałam coś udowodnić.

Kierowałam się w stronę jego skrzynki pocztowej, kiedy usłyszałam muzykę i zmieniłam kierunek, idąc w górę jego podwórka na jego podjazd, natychmiast zmieniając zdanie na temat stawienia mu czoła. Widziałam otwarte drzwi garażu i stamtąd dobiegała muzyka. Black Sabbath, nie tak głośno jak Kenzie Elise, tylko na tyle głośno, by to słyszeć.

W garażu był samochód z podniesioną maską. Nie patrzyłam, co to za samochód, widziałam tylko Joe’go pochylającego się nad nim, pracującego przy silniku.

Podeszłam do niego, a kiedy się zbliżyłam, jego głowa odwróciła się do mnie, ale jego tułów pozostał pochylony nad silnikiem. Kiedy to zrobił, zanim zdążył powiedzieć słowo, nie żeby miał zamiar, zatrzymałam się i rzuciłam wizytówkę i pięćdziesiątkę w jego kierunku. Trzepotały w powietrzu, ale nie czekałam na jego reakcję, nie powiedziałam ani słowa, nie patrzyłam, gdzie ląduje wizytówka i banknot, odwróciłam się i odeszłam.

Nie zaszłam daleko. Mocna dłoń owinęła się wokół mojego ramienia i zostałam szarpnięta do tyłu.

„Co…?” - warknęłam, nie kończąc, bo obrócił mnie dookoła i wciągnął do garażu.

„Pozwól mi odejść!” - zażądałam, gdy sięgnął w górę i gwałtownym szarpnięciem pociągnął za linkę, powodując, że najwyraźniej dobrze naoliwiona brama garażowa zatrzęsła się na szynach i runęła.

Byliśmy sami w jego ciemnym garażu z jego samochodem i Black Sabbath.

Ja i mój głupi temperament.

„Zabierz ze mnie rękę!” - odgryzłam się, wykręcając rękę, a on to zrobił, puścił mnie.

Zdjął ze mnie rękę, ale tylko po to, by ją podnieść i, tak jak poprzedniej nocy, dokładnie tak samo, zacisnął palce na moich włosach, a drugą ręką owinął się wokół moich bioder, przyciągając mnie do swojego ciała.

„Co ty…?” - zaczęłam, ale jego usta opadły na moje w mrocznym pocałunku, który mnie zaskoczył, przestraszył i podniecił, ostatnie znacznie, znacznie bardziej niż dwa pierwsze.

Nie chciałam, żeby to się stało, nie spodziewałam się, że to się stanie, nawet za milion lat. W rzeczywistości, patrząc na to później, co robiłam często, za często, nie wiedziałam, jak to się stało. Ale w jednej sekundzie mnie całował, w następnej przyciągnął mnie do swojego samochodu, wyszarpnął drążek, który przytrzymywał maskę, i ten spadł. Dźwięk wstrząsnął mną, ale nie ze strachu czy zaskoczenia, z podekscytowania, gdy Joe podciągnął moją dżinsową spódniczkę do pasa, szarpnął moje majtki i upadły na podłogę garażu, a potem, trzymając ręce na moim tyłku, podniósł mnie. Owinęłam nogi wokół jego bioder, a on posadził mnie na masce samochodu, trzymając rękę między nami, pracując rozporkiem, kiedy moje ręce były w jego koszulce, wędrując po jego skórze.

Potem był we mnie, pieprząc mnie na masce swojego samochodu, pieprząc mnie jak poprzedniej nocy, mocno, głęboko, szorstko, brutalnie, a ja kochałam to. Unosiłam biodra, żeby to przywitać, moje dłonie zacisnęły się na jego tyłku, żeby go zachęcać, mój język zaplątał się w jego w ustach, żeby to zbudować.

Potem doszłam, nie tak mocno jak poprzedniej nocy, ale inaczej, ostrzej, krócej, nie lepiej, ale tak samo cholernie dobrze.

Jego biodra wbijały się w moje długo po moim dojściu. Wciąż mnie całował, a ja zacisnęłam go mocno w swoich kończynach, gdy brałam jego pchnięcia, dopóki nie zanurzył się do końca, warknął w moich ustach, a smak tego warkotu prawie doprowadził mnie do orgazmu.

Pozostał osadzony we mnie, gdy mnie uderzyło, że zrobiłam to ponownie, na jego samochodzie, w jego garażu. Odwróciłam głowę, ale on nie wydawał się mieć nic przeciwko temu. Po prostu wykorzystał tę okazję, żeby przesunąć językiem po mojej szyi, co, przyznaję, zabiło mnie, było tak cholernie dobre, że aż zadrżałam.

Potem wyciągnął się i szarpnął mnie na nogi.

Patrzyłam w bok i w dół na podłogę, ale chwiałam się, kolana mi ugięły się od orgazmu, a jego duże dłonie obejmowały moje biodra, by mnie podtrzymać. Było w tym coś, coś czułego, coś tak nie-Joe, że nie mogłam tego przyjąć. Wyszarpnęłam się, odsunęłam, odgarniając włosy z twarzy, bardziej niż upokorzona. Tak dużo bardziej, że nie wiedziałam, co to było. Jednocześnie czułam się cholernie świetnie, czułam się naelektryzowana, żywa i nienawidziłam siebie za to, ale jego nienawidziłam bardziej.

Pochyliłam się i podniosłam majtki z podłogi, oczyszczając umysł, nie myśląc o niczym innym, jak tylko by się stamtąd wydostać. Wciągnęłam je, spuściłam spódnicę w dół i nie patrząc na niego, szybko szłam do bocznych drzwi.

Nie udało mi się. Jego ramię zahaczyło o mój brzuch, jego drugie owinęło się wokół mojej klatki piersiowej i szarpnął mnie z powrotem do jego ciała.

Z ustami przy moim uchu wymamrotał - „Chcę cię dziś w nocy w moim łóżku, siostro”.

Potrząsnęłam głową raz, lakonicznie i gniewnie. Potrząsnęłam, nawet gdy jego słowa przesunęły się przeze mnie jak inny rodzaj oparzenia, powodując twardnienie moich sutek, łaskotanie między nogami, przywracając to uczucie, które miałam zeszłej nocy, to uczucie pustki, ten głód, chociaż miałam go niecałe pięć minut wcześniej.

Wyrwałam się z jego ramion, wyciągnęłam rękę, szarpnęłam drzwi i pobiegłam prosto do mojego domu.

*****

Leżałam na boku, zwinięta w kłębek, co stanowiło moją siedemset pięćdziesiątą piątą pozycję tej nocy.

W pokoju było ciemno, była ciemna noc i, chociaż prawie nie spałam poprzedniej nocy, nie spałam.

Niezbyt wygodnie odwróciłam się i spojrzałam na zegar.

Pierwsza czterdzieści siedem rano.

Zamknęłam oczy i wyszeptałam - „Kurwa”.

Joe był po sąsiedzku w swoim łóżku i może czekał na mnie.

To było wszystko, o czym mogłam myśleć od dziesiątej, kiedy wsunęłam się do łóżka z książką, na której nie mogłam się skupić, do teraz.

Nie powinnam iść, nie mogłam iść, nie powinnam nawet chcieć iść.

Nawet wiedząc o tym, odrzuciłam kołdrę i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam długi sweter, mój mózg walczył z samym sobą, kiedy nałożyłam go i wyszłam z pokoju.

Najpierw udałam się do pokoju Keiry. Miała twardy sen, tak jak ja. Nic jej nie budziło i nic nie budziło mnie, przynajmniej kiedy Tim był w domu, bo teraz budziłam się na każdy głośniejszy dźwięk.

Pchnęłam jej drzwi i szepnęłam - „Keira?”

Spojrzałam na jej łóżko, brak ruchu.

Weszłam. Miała pokój z przodu domu, pokój Kate wciśnięty między korytarz a mój. Pokój Keiry był dziewczęcy, nie z falbankami, ale pełen różów, fioletów, stokrotek i plakatów z boysbandami i nastoletnimi wampirami. Jej ubrania były porozrzucane na podłodze, na biurku bałagan. Jej zasłony były zaciągnięte, ale widziałam ciemność jej włosów na poduszce. Włosy Tima. Obie miały włosy Tima, oczy Tima, szczupłą sylwetkę Tima. Poszczęściło im się.

Zdusiłam chęć dotknięcia jej włosów, pocałowania w policzek, wyszłam z pokoju i przeszłam korytarzem do pokoju Kate.

Kate była jak Tim, spała lekko. Martwiła się, jak Tim, a teraz, jak ja.

Kiedy Tim żył, nie martwiłam się, nigdy. Czułam, że gdybyśmy byli wszyscy razem, nic nie mogłoby nas skrzywdzić. Braliśmy kopniaki, ale przeżyliśmy je. To uczucie miało wiele wspólnego z tym, że Tim zajmował się prawie wszystkim. To uczucie zniknęło, ponieważ on odszedł i nie dbał o prawie wszystko, bo już nigdy nie będziemy wszyscy razem.

Pchnęłam jej drzwi. Pokój Kate nie mógł się bardziej różnić od pokoju jej siostry. Ściany były w kolorze szampana, czarne, wyszukane akcenty, z wyjątkiem plakatów na ścianach.

Były na nich zespoły, o których nigdy nie słyszałam, ale pisali własną muzykę i grali na własnych instrumentach. Jej podłoga była czysta, jej rzeczy uporządkowane.

Wyszeptałam jej imię dopiero wtedy, gdy byłam blisko jej łóżka.

„Kate”.

Widziałam jej ciemne włosy na poduszce i ona też się nie poruszyła.

Chciałam, żeby się poruszyła, przewróciła na plecy i powiedziała - „Mamo, przestań zachowywać się jak dziwka”.

Nie powiedziała i ją zostawiłam.

Podeszłam do bocznych drzwi kuchennych i wsunęłam parę Crocsów.

Potem rozbroiłam alarm. Wtedy, kiedy stałam z ręką na klamce, zwyciężyła część mojego mózgu, która była rozsądna, dobra mama, dobra osoba. Puściłam klamkę i poszłam w kierunku mojego pokoju, ale moje stopy zabrały mnie tuż obok drzwi sypialni do przesuwanych szklanych drzwi z tyłu gabinetu. Moje palce otworzyły je, przesunęły na bok i wyszłam na chłodne nocne powietrze. Zamknęłam drzwi i podeszłam do stopni tarasu, zeszłam po nich na trawę.

Odwróciłam się do domu Joe.

Przez ciemność pospieszyłam do jego domu, wiedząc, że to było złe, to było głupie, prawdopodobnie i tak już spał.

Ale moje stopy się poruszały.

Jego taras był głębszy niż mój, wystawał dalej, ale nie ciągnął się wzdłuż całej długości jego domu, tak jak mój. Mój był prostokątny, jego kwadratowy. Stopnie na moich były z przodu, jego z boku i wbiegłam na nie, licząc je po drodze, cztery stopnie, a potem znalazłam się przy jego przesuwanych szklanych drzwiach.

Nie paliło się światło. Gdyby na mnie czekał, czy nie zapaliłby światła?

Zrobiłby to, każdy by tak zrobił. Nikt, kto odśnieżał kobiecie śnieg z podjazdu, nie zmusiłby jej, by spotkała się z nim na potajemne seksualne spotkanie na jego nieoświetlonym, ciemnym tarasie. W rzeczywistości cały jego dom był ciemny.

To było potajemne, ale nie chciałby, żebym zwichnęła kostkę, prawda?

Nie. Spał. Czas iść.

Odwróciłam się i skierowałam w stronę schodów, a moje serce podskoczyło, gdy usłyszałam otwierające się drzwi, ale moje stopy nadal poruszały się w kierunku ucieczki. Byłam już prawie na schodach, kiedy zostałam złapana ramieniem wokół talii i wciągnięta tyłem w ciepło jego długiego, twardego ciała.

Jego dudniący głos zabrzmiał w moim uchu - „Dokąd idziesz, siostro?”

„Joe” - wyszeptałam drżącym głosem i nie mogłam nic więcej powiedzieć.

Puścił moją talię, ale złapał mnie za rękę i wciągnął do domu. Zasunął drzwi, odwrócił się do mnie i pochylił, podnosząc mnie w kolanach i w pasie, zaniósł mnie przez swój salon, korytarzem i skręcił w prawo. Potem zaniósł mnie do swojego łóżka i rzucił na nie. Odbiłam się tylko raz, ponieważ jeśli miał być drugi raz, zostało on udaremniony, gdy jego ciało spadło na moje.

Jego ręka była w moim sweterku na ramieniu, ciągnąc go w dół.

„Ja…” - zaczęłam.

„Zamknij się” - przerwał mi.

„Okej” - wyszeptałam.

Potem jego usta opadły na moje.

*****

Klęczałam, Joe leżał pode mną, trzymając ręce na moich biodrach, przyciągając je do swojej twarzy.

Pochylałam się nad nim, używając ust i dłoni na jego pięknym trzonie w tym samym czasie, gdy jego usta pracowały na mnie, ale to, co robił ustami między moimi nogami, zabrało mi całą koncentrację, więc poddałam się, a kiedy to zrobiłam, Joe otoczył mnie i usadził z powrotem.

Teraz wygięłam plecy, gdy przepłynął przeze mnie orgazm.

Pociągnął mnie za biodra, jego usta nadal pracowały na mnie, żarłocznie, znakomicie przedłużając punkt kulminacyjny.

Nawet kiedy skończyłam, Joe dublował go i czułam się tak dobrze, że musiałam pochylić się do przodu i chwycić za wezgłowie, inaczej bym się przewróciła.

Potem mnie poruszył, odpychając, ale nie puszczając, przesuwając po swoim ciele tak, że byłam na nim, z czołem na jego szyi, a jego ręce poruszały się po mojej skórze.

Nie skończył, co było tak szokujące, że mogło nawet pobić rekord. Czułam go twardego przy sobie, a to było niemożliwe. Odkąd weszłam (a właściwie, zostałam wciągnięta, niesiona, a potem rzucona na jego łóżko), rzuciliśmy się na siebie jak nastolatkowie. Miałam cztery orgazmy, a Joe trzy. Straciłam rachubę pozycji, straciłam poczucie doznań. Za każdym razem, gdy kończyliśmy, jego ręce i usta zostawały na mnie, to uczucie pustki wracało i musiałam je zaspokoić. Musiałabym zaspokoić głód, który mnie ogarniał, głód jego. Zrobiłabym wszystko, żeby to zadowolić i robiłam to.

Nie czułam zakłopotania, kiedy to się zaczęło. Nie czułam się jak dziwka, zła matka, okropna osoba. Nie martwiłam się o moją nagość ani o to, czy podobało mu się to, co robię. To gówno było naturalne, jakbym urodziła się w łóżku Joe Callahana i dla niego to było naturalne, tak jakby Joe Callahan urodził się, by być we mnie.

Kiedy jego ręka przesunęła się po moim boku i owinęła wokół mojej piersi, uniosłam głowę, żeby go pocałować, ale zauważyłam jego budzik.

„Cholera” - wyszeptałam, może to pierwsze słowo, które wypowiedziałam, odkąd złapał mnie na zewnątrz, inne niż „Joe”, „szybciej”, „mocniej”, „tak” i „więcej”.

Joe w ogóle nie powiedział wiele, ale używał ust do znacznie lepszych rzeczy.

Teraz jego szyja skręciła się i spojrzał na zegar, a potem na mnie.

„Co?”

„Muszę wracać do domu”.

„Czemu?”

„Mam dwie dziewczyny”.

„Budzą się o szóstej?”

Uśmiechnęłam się do niego i, co dziwne, jego duże, ciepłe ciało znieruchomiało pod moim, a jego oczy opadły na moje usta, kiedy to zrobiłam.

„Okej, nie, nie ma mowy, żeby się obudziły” - odpowiedziałam - „Ale mamy też wścibskich sąsiadów”.

Jego oczy przesunęły się na moje, a jego ręka zsunęła się z mojej piersi, wokół mojego boku, w górę pleców i we włosy, gdy zapytał - „Więc?”

„Więc Tina Blackstone to suka. Jak zobaczy, że rano wychodzę z twojego domu w koszuli nocnej i sweterku, będzie mówić”.

Nie odpowiedział, ale nie musiał, jego twarz mówiła wszystko.

Dlatego odpowiedziałam na jego niewypowiedziane powtórzenie - „Więc?”

„Wiem, że ciebie to nie obchodzi, ale, jak powiedziałam, mam dwie dziewczyny. Nie byłoby dobrze, gdyby Tina Blackstone plotkowała” - Podciągnęłam się dalej w górę jego ciała i dotknęłam swoimi ustami jego ust, po czym powiedziałam cicho - „Muszę iść”.

Jego dłoń zacisnęła się w moich włosach, a opuszki jego palców wbiły się w moje biodro, tylko na sekundę, po czym jego ramiona się rozluźniły.

Ale ta sekunda się liczyła.

To bardzo dużo znaczyło.

Zsunęłam się z niego i gramoliłam obok łóżka, czując nagle świadomość swojej nagości. Pokazałam mu plecy, podciągając majtki, a następnie wsunęłam koszulę nocną przez głowę. Wzruszyłam ramionami w swoim swetrze, jednocześnie przekręcając stopy, unosząc Crocsy, aby je wyprostować, a następnie wsunąć je.

„Siostro” – zawołał Joe, a ja odwróciłam się i zobaczyłam go leżącego na boku, z łokciem na łóżku, z głową w dłoni, najwyraźniej nie świadomego swojej nagości, a przynajmniej nie skrępowanego.

Nie obwiniałam go.

Jego ciało było o wiele piękniejsze bez ubrania niż w nim.

Podobnie jak jego twarz, gdzie jej doskonałość nie była zeszpecona bliznami, ale bardziej atrakcyjna, jego długie, szczupłe, umięśnione ciało nie zostało zepsute przez długą, poszarpaną białą szramę, która przecinała ukośnie jego napięty brzuch i pomarszczony, zaciemniony krąg skóry w połowie między jego prawą klatką piersiową a jego ramieniem.

„Chodź tutaj” - warknął cicho.

Moje stopy zabrały mnie do niego, położyłam kolano na łóżku i pochyliłam się, a Joe zajął się resztą. Jego ręka, leżąca na łóżku, podniosła się, zahaczyła mnie za głowę i przyciągnął bliżej, tak blisko, że moje usta były na jego.

„Chcę, żebyś dziś wieczorem wróciła” - rozkazał.

Chciał, żebym wróciła.

Uśmiechnęłam się przy jego ustach.

Kiedy to zrobiłam, jego oczy stały się intensywne, a potem pochylił głowę. Straciłam z oczu jego oczy, kiedy moje się zamknęły, ponieważ pocałował mnie mocno, z otwartymi ustami i tak długo, że wstał z łóżka, jego drugie ramię owinęło się wokół mnie i przyciągnął mnie do siebie. Kiedy na nim wylądowałam, przekręcił mnie tak, że byłam oparta plecami na łóżku i dalej mnie całował.

Jego pocałunki były tak dobre, że zapomniałam, że powinnam odejść, dopóki jego usta nie oderwały się od moich, a jego twarz zniknęła na mojej szyi.

„Czy nie mamy wścibskich sąsiadów?” - zapytał moją szyję.

„Cholera!” - zapłakałam, przewróciłam go na plecy i wyrwałam mu z ramion.

Prawie zerwałam się na nogi przy łóżku, ale się zatrzymałam, położyłam dłoń z powrotem na materacu, jedną na jego pokrytym bliznami policzku, pochyliłam się i szybko go pocałowałam.

Potem wstałam i nie oglądając się za siebie, wybiegłam z pokoju, korytarzem, przez jego salon, przez rozsuwane szklane drzwi do mojego domu.

Czułam się tak cholernie wspaniale, że zamiast przebiec, mogłabym przeskoczyć.

*****

Dzień minął jakby był pokryty melasą.

Myślałam o tym, żeby się zdrzemnąć, ale kiedy wróciłam do domu od Joe’go, mimo że praktycznie nie spałam przez dwie noce, stwierdziłam, że jestem niesamowicie pobudzona.

Rozebrałam łóżko. Włączyłam pranie. Zrobiłam listę zakupów. Zapłaciłam rachunki. Wzięłam prysznic i wyszykowałam się jak zawsze, nawet po śmierci Tima.

Timowi podobało się, że moje włosy były wygładzane suszarką do włosów. Lubił, kiedy nakładałam makijaż, nawet jeśli wolał lekki. Timowi podobało się, kiedy starałam się z ubraniami. Tim mówił, że jestem najseksowniejszą żoną policjanta w historii i mówił to w sposób, po którym wiedziałam, że całkowicie w to wierzył i był z tego dumny. Podobało mu się, kiedy wchodziłam do komisariatu irytował się, że inni faceci uznawali mnie za atrakcyjną (a przynajmniej tak mi mówił). Byłam jego, mówił mi i miał coś pięknego, tak mi też mówił. Nigdy, ani razu, nawet kiedy byłam w ciąży z Kate i Keirą, nie sprawił, że poczułam się inaczej niż piękna.

To było coś, do czego zmuszałam się po jego śmierci, żeby zachować swój wygląd. To było dla niego, ale też dla mnie. Sposób na nie poddawanie się, kiedy nie chciałam nic robić poza poddaniem się, załamaniem się, nie podnoszeniem się, byciem pobitą.

Chociaż tego ranka wykonałam dodatkowy wysiłek.

Dziewczyny wstały i zrobiłam im pancakesy. Wykonywały swoje prace domowe, sprzątały pokoje, a ja poszłam do sklepu spożywczego. Miałam zrobić panierowane kotlety wieprzowe i pikantny ryż, ulubiony Tima i Keiry. Zajmowało to wieczność, ale to byłaby uczta, ponieważ Kate też to uwielbiała. Chociaż ulubionym daniem Kate było moje risotto z owocami morza, moim ulubionym też. Zaczęły się jako przepisy z magazynu, ale po latach eksperymentów uczyniłam je jeszcze lepszymi, dlatego uważałam je za moje. To była moja sprawa, coś innego, czym Tim by się chwalił. Nasz ogród był najpiękniejszy w naszej okolicy (nawet ja musiałam to przyznać) i Tim uważał, że moja kuchnia to bomba i chwalił się jednym i drugim. Lubił zapraszać ludzi i robiliśmy to cały czas, ale mówił, że to po to, by mógł się mną pochwalić.

Owoce morza byłyby niestety za drogie, więc musiały to być kotlety wieprzowe.

Kiedy poszłam do sklepu spożywczego, był tam pickup Joe.

Kiedy wróciłam, już go nie było. To sprawiło, że mój żołądek ścisnął się ze strachu i zachowywałam się jak idiotka. Kiedy odkładałam zakupy, odkurzałam, składałam ubrania, ładowałam i rozładowywałam pralkę i suszarkę oraz prasowałam, znajdowałam powody, by podejść do kuchennego okna i wyjrzeć na jego podjazd, upewniając się, że wrócił do domu.

Ale musiał wrócić do domu, dla mnie. Mogłam mieć tylko Tima, ale nie byłam głupia. Mężczyzna taki jak Joe Callahan nie czekał na kobietę do drugiej w nocy; nie rzucał jej na łóżko i nie uprawiał z nią seksu przez cztery godziny z rzędu; nie reagował w ten sposób, zwłaszcza odruchowo, kiedy powiedziała mu, że musi odejść; i nie chciał, żeby wróciła, chyba że chciał jej.

Co, powiedziałam sobie, oznaczało, że chciał mnie. Nie dla wygodnego pieprzenia, tutaj działo się więcej i wiedziałam o tym.

Ta gorycz i upokorzenie zostały zmyte i zastąpiło je coś innego. Coś, czego się nie spodziewałam, nie od Joe, do diabła, od nikogo, ale to było coś, co mi się podobało.

Tim i ja mieliśmy wspaniały seks przez całe nasze życie małżeńskie. Nie byłam jego pierwszą, miał dziewczynę przede mną, ale byłam jego ostatnią. Nauczyliśmy się nawzajem wszystkiego, co wiedzieliśmy. Byliśmy otwarci, uczciwi, a nawet żądni przygód i to było regularne i często, nie jak w zegarku, ale spontaniczne, zabawne, seksowne. Oboje mieliśmy zdrowy apetyt, zwłaszcza Tim i uwielbiał to, że miałam taki sam apetyt (chociaż nie chwalił się tym, a przynajmniej z tego, co wiedziałam).

Ale nigdy nie pieprzył mnie na masce samochodu, kiedy w jednej sekundzie pracował przy silniku, a w następnej robił to ze mną, jakby to było konieczne dla jego istnienia. Nigdy nie pieprzył mnie przez cztery godziny bez przerwy, jakby był tego tak samo głodny jak ja, jakby musiał się napić, bojąc się, że piękno tego zostanie oderwane i nigdy więcej nie będzie.

Zrozumiałam to teraz. Boże, tak.

Nie brałam niczego za pewnik, już nie.

Zamierzałam się najeść.

Kiedy poszłam do kuchni, żeby zacząć przygotowywać kotlety wieprzowe, zobaczyłam pickupa Joe na podjeździe i zamiast tego, by to osiadło we mnie, moje ciało zostało naelektryzowane. Poczułam widmo jego ust, jego dłoni, jego trzonu wbijającego się we mnie i to było tak silne, że musiałam pochylić się do blatu, aby się utrzymać, gdy moje kolana ugięły się.

Cholera, był jak narkotyk, a ja zdałam sobie sprawę, że przez cały dzień byłam na niego napalona.

Zdałam sobie również sprawę, wrzucając bułkę tartą i przyprawy do torebki Ziploc, by przygotować panierkę na kotlety, że mi się to podobało.

Odgarnął mój śnieg. Zobaczył mnie na zewnątrz odgarniającą śnieg i wiedział, że zrezygnowałam z trudu, by doglądać Kate i Dane’a, więc skończył to za mnie, dzięki czemu mieliśmy bezpieczne dla mnie i moich dziewczynek wycofanie się z naszego podjazdu.

I pamiętał rozmowę o prezerwatywach.

I, chociaż domyśliłam się, że to zupełnie nie pasowało do jego charakteru, próbował wyjaśnić swoje zachowanie wobec Kenzie, a miał dobry powód do gniewu, chociaż moim zdaniem posunął się za daleko. Ale był agresywnie męskim mężczyzną, a ona musiała o tym wiedzieć i bawiła się tym. Powinna była wiedzieć lepiej, powinna była to przewidzieć.

I czekał na mnie do późna i nie chciał, żebym odeszła.

Podobało mi się, że niewiele mówił i podobało mi się, że pozwalał, by jego twarz przemawiała za niego. Podobało mi się to, jak duży był i że mógł mnie nosić ze sobą, i to robił, że mógł mnie podnieść i wsadzić do swojego pickupa, i tak też zrobił. Podobało mi się, że był ze mną szorstki, nie, kochałam to. Nie byłam matką jego dzieci. Byłam kobietą, kobietą, której pragnął, a on dał to jasno do zrozumienia i to też mi się podobało.

I podobało mi się, że jak czasami na mnie patrzył, coś działało w jego oczach, coś, czego nie do końca rozumiałam, ale cokolwiek to było, chodziło o mnie.

I było dobre.

Po prostu to wiedziałam.

Joe Callahan nie mógł się bardziej różnić od Tima Wintersa i, ku mojemu szokowi, nie przeszkadzało mi to. Nie byłam na tyle głupia, by po ostatnich, dwóch szalonych dniach myśleć, że Joe będzie następną miłością mojego życia. Ale chciałam tego, chciałam jego, chciałam zbadać, co się dzieje i bardzo tego chciałam.

I nie mogłam się doczekać powrotu do jego domu, jego łóżka, niego.

Dane przyszedł na kotlety wieprzowe, a potem pomógł Kate zmyć naczynia (kolejne zaznaczenie w dobrej kolumnie dla Dane’a), a potem on i Kate usadowili się na rozkładanych fotelach w gabinecie, aby odrobić pracę domową. Siedziałam z Keirą na kanapie w salonie i czytałam w tym samym czasie, kiedy Keira oglądała telewizję, a ja oglądałam Dane’a i Kate.

Byli razem słodcy. Dane był przystojnym dzieciakiem i komplementował moją śliczną córkę. I był delikatny dla Kate. Podobał mi się sposób, w jaki patrzył na nią, kiedy mówiła, jakby nie chciał nic innego, jak tylko usłyszeć, co ma do powiedzenia. Ale szczególnie podobało mi się, że patrzył na nią, kiedy o tym nie wiedziała, jakby myślał, że jest najpiękniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek widział i nie mógł uwierzyć w swoje szczęście.

No dobrze, polubiłam chłopaka mojej córki. Uśmiechnęłam się do siebie, pochyliłam głowę nad książką, nie przeczytałam ani słowa i poczułam, jak pustka wydrąża mi brzuch.

Tylko trochę dłużej czekać.

*****

Włożyłam fioletową bieliznę, obficie ozdobioną czarną koronką. W rzeczywistości tyłek majtek był cały z koronki; z przodu był tylko trójkąt, zakończony koronką. Stanik miał tak głęboką koronkę, że można było przez nią zobaczyć moje sutki. Dół miseczki i ramiączka były jednak z fioletowej satyny.

Założyłam na to moją czarną satynową koszulę nocną, bez koronki czy innych ozdób. Miała duży dekolt, dzięki czemu można było zobaczyć stanik i miała rozcięcia na biodrach po bokach, dzięki czemu można było zobaczyć majtki, gdybym się poruszyła.

Kupiłam to dla Tima na około dwa tygodnie przed jego śmiercią i nigdy tego nie nosiłam. Trzymałam je na specjalną okazję, na przykład, gdyby dziewczyny nocowały w domu jego rodziców. Podobała mu się moja seksowna bielizna i koszule nocne, a ja wyrobiłam sobie nawyk noszenia ich tylko dla niego.

Po jego śmierci zamierzałam wyrzucić bieliznę.

Teraz cieszyłam się, że tego nie zrobiłam.

Naciągnęłam na to czarny satynowy szlafrok, który pasował do koszulki nocnej, nie chcąc nosić szlafroka Tima do Joe’go. Szlafrok Tima mógł zostać na drzwiach, kiedy byłam z Joe. Na dworze mogło być chłodno, ale Joe nie był tak daleko.

Zanim wyszłam z ciemnego pokoju, przygryzłam wargę i przyłożyłam palce do pierścionka i obrączki. Nie zdjęłam ich, nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale zastanawiałam się, czy teraz powinnam.

Mój wzrok powędrował do zdjęcia na mojej szafce nocnej i poczułam, że coś się we mnie poruszyło, a potem się uspokoiło. To nie było bolesne. Miałam już ból, prawie półtora roku.

To było życie.

„Wiesz, że zawsze będę cię kochać” - szepnęłam do zdjęcia.

Zdjęcie nie odpowiadało, ale wiedziałam, że Tim wiedział. Chciałabym tego również dla niego, gdybym to ja odeszła, a on pozostał, chociaż byłoby to całkowicie do bani. Nie chciałabym, żeby był sam. Chciałabym, żeby był podekscytowany, czuł się żywy, żył swoim życiem i odnalazł szczęście.

Ale zostawiłam pierścionek i obrączkę, nie byłam na to gotowa.

Przeszłam przez ciemny dom. To było znacznie wcześniej, zaledwie jedenasta trzydzieści, ale dziewczyny zasnęły, już sprawdziłam. Rozbroiłam alarm i spojrzałam na plątaninę butów przy drzwiach. Żadne z nich nie kompletowały mojego stroju, więc zdecydowałam się na bose stopy.

Pospieszyłam do tylnych rozsuwanych szklanych drzwi, otworzyłam je, prześlizgnęłam się przez nie, zamknęłam, a potem zeskoczyłam po schodach, biegnąc powoli przez podwórko, z zimną rosą na moich bosych stopach.

Jego dom znów był ciemny, na zewnątrz nie paliło się żadne światło, ale nie zatrzymałam się. Wskoczyłam na stopnie Joe’go i zanim dotarłam na szczyt, jego przesuwane szklane drzwi zostały otwarte.

Stał w nich, z nagim torsem, w dżinsach, z odpiętym górnym guzikiem. Wstrzymałam oddech i zwolniłam kroku, gdy do niego podeszłam.

Nie ruszył się od drzwi, kiedy zatrzymałam się przed nim i patrzyłam, wstrzymując oddech, jak jego oczy przemierzają mnie.

Potem jego ramię wystrzeliło i zahaczyło o moją talię, wciągnął mnie do środka i zasunął drzwi.

Jego palce wślizgnęły się we włosy z boku mojej głowy, a jego broda opadła tak, że jego twarz była blisko mojej.

„Kochanie” - szepnął - „nie masz butów”.

Nazwał mnie „kochanie”.

Martwił się, że mam zimne stopy.

Tak, coś się tu działo.

Wtopiłam się w niego i położyłam ręce na jego szyi.

„Nie mogłam znaleźć takich, który pasowałby do mojego stroju” - wyjaśniłam cicho.

Jego dłoń zacisnęła się na mojej skórze głowy i patrzyłam z czystą fascynacją, jak się uśmiecha. Nigdy tego nie widziałam, z daleka, ale nie z bliska i było to cholernie niewiarygodne.

Poczułam sensacje w brzuchu, ale nie mogłam cieszyć się widokiem zbyt długo, ponieważ jego palce zacisnęły się, podciągając moją głowę do góry, więc podniosłam się na palce i mnie pocałował.

*****

Bielizna była praktycznie zmarnowanym wysiłkiem. Joe się to podobało, wiedziałam, bo warknął, kiedy to zobaczył, ale nie zajęło mu dużo czasu, aby się nim nacieszył, zanim ją zdjął.

Był tak samo energiczny jak ostatniej nocy i tak samo nienasycony, więc zdecydowałam, że prawdopodobnie się zdrzemnął.

Ja się nie zdrzemnęłam, więc po drugiej rundzie chciałam więcej, ale nie mogłam dać rady. Zrobiłam to, zsuwając się z jego ciała, przytulając się do jego boku, owijając rękę wokół jego brzucha i opierając głowę na jego ramieniu.

Jego palce chwyciły moje biodro.

„Siostro?” - zawołał.

„Śpiąca” - wymamrotałam.

Jego palce mocniej zacisnęły się na moim biodrze, po czym odwrócił się do mnie, moja głowa zsunęła się z jego ramienia na poduszkę, a jego druga ręka otoczyła mnie.

„Violet”.

„Tak?” - wyszeptałam.

Nie odezwał się, ale jego ciało wydawało się dziwnie napięte.

Odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam na niego.

„Joe?”

„Nikt nie nazywa mnie Joe”.

„Czy to nie jest twoje imię?”

„Tak”.

„Nie podoba ci się?”

Nie odpowiedział.

„Podoba mi się imię Joe” - powiedziałam mu, podchodząc bliżej.

Jego ramiona zacisnęły się.

Pocałowałam podstawę jego gardła, po czym moja głowa opadła z powrotem na poduszkę i zasnęłam.

 

4 komentarze: