Rozdział 12
Koniec
Cal zostawił Nadię i poszedł
do swojego pickupa.
Nie pieprzył jej, ona tego
chciała, ale on nie był w nastroju i musiał wracać do domu.
To z Vi miało się dzisiaj
skończyć.
Wiedział o tym, ponieważ
kiedy Nadia została podrzucona do niego, Vi, Kate i Keira żegnały się z Samem i
Melissą na podjeździe.
Czas nie mógł być lepszy.
Tina też wsiadała do swojego samochodu, a Colt, Feb i Jack właśnie skądś
wracali. Wszyscy widzieli, jak Cal powitał Nadię na swoim podjeździe
pocałunkiem, widzieli, jak wsadzał ją do swojego pickupa i widzieli, jak
odjeżdżał.
Przejrzał ich. Tina wyglądała
na zadowoloną z siebie; widział to dwadzieścia metrów dalej, pieprzona suka.
Colt wyglądał na wkurzonego, a Feb zmartwioną. Sam i Melissa wyglądali na
zdezorientowanych.
Ale to Vi, Kate i Keira
uderzyły go prosto w lewą stronę klatki piersiowej, skręcając i ściskając tak
brutalnie, że aż cud, że nie upadł na kolana.
Kate wyglądała na zszokowaną,
ale w ten sposób, jak wyglądał ktoś, kto właśnie został trafiony atakiem z
zaskoczenia, nie spodziewając się tego, a potem nagle dostał w brzuch, a wiatr
zdmuchnął go do czysta.
Keira wyglądała na zdradzoną.
Na jej twarzy było widać zdradę i ból.
Ale Vi wyglądała, jakby zadał
jej śmiertelną ranę, stała tam z twarzą bladą, jakby wbił w nią nóż i
przekręcił go, pozwalając wypłynąć jej krwi.
Po prostu wsiadł do swojego pickupa
i zawiózł Nadię do jej domu.
*****
Ostatni tydzień z Vi i
dziewczynami był dobry.
Został w domu. Po nadejściu
prezentu kazał Lindy zmienić terminy spotkań, mówiąc swoim klientom, że ma
nagły wypadek.
Prezentem był ogromny, drogi
wazon. Żadnych kart, żadnych odcisków, które pojawiłyby się w systemie, tylko
losowa wiadomość od dupka, który lubił pieprzyć się z ludzkimi umysłami.
Cal sprawdził frontowe schody
Vi przed pójściem do łóżka w nocy i sprawdził je po tym, jak wstał i zanim wrócił
rano do domu. Nic więcej.
Ale Vi się zmieniła, po
tamtej nocy, kiedy znalazła go na tarasie pijącego piwo, zmieniła się. Nie
podświadomie wchodziła mu pod skórę tylko dlatego, że była sobą. Teraz kopała.
A on jej na to pozwalał.
Wiedział, że poszła na
kolację z Mikiem, ponieważ dała mu o tym znać.
Ale kiedy wchodził do jej
łóżka, każdej nocy przez tydzień, była cała jego, robiła wszystko, żeby znaleźć
ten otwór, rozerwać go szerzej, wtłoczyć więcej siebie.
Pieprzenie jej zawsze było
świetne, ale teraz było lepiej. Nie kłamała wtedy, kiedy skłonił ją do zrobienia
sobie dobrze i patrzyła, jak on robił to samo, podobało jej się wszystko, co
robili razem. Myślał, że ją ma, że była cała jego, kiedy się pieprzyli, ale
udowodniła, że było inaczej. Kiedy był w jej łóżku, otworzyła coś w sobie i tak
wiele tego się wylało, że jeśli nie byłby ostrożny, zostałby zmyty.
I rozmawiała z nim szeptem po
tym albo zanim ją przeleciał, albo pomiędzy. Mówiła o pracy, o pracy pobocznej,
którą dostała nad czyimś podwórkiem, a o może założeniu własnej firmy
następnego lata, jeśli to się uda. Opowiedziała o nowym psie Keiry, który siał
spustoszenie w domu. Mówiła o dziewczynach, ich przyjaciołach, szalonym gównie,
które robili, a mówiła, śmiejąc się cicho na jego ramieniu, przy uchu, z twarzą
przyciśniętą do jego szyi.
Śmiał się razem z nią,
ponieważ szalone gówno, które robili i mówili, było zabawne. I podobał mu się
pomysł założenia jej własnej firmy zajmującej się projektowaniem ogrodów dla
ludzi, bo, sądząc z wyglądu jej ogrodu, byłaby w tym dobra. Lubił słyszeć nutkę
podekscytowania w jej głosie, jakby to było coś, o czym nigdy nie pomyślała,
ale coś, co naprawdę chciała zrobić, marzenie, które się do niej zakradło.
Lubił słuchać, jak dzieliła się kawałkami niczego, strzępami życia, które w
jakiś sposób odmierzała z pełnym posiłkiem.
Podobało mu się też, że
zarówno Keira, jak i Kate zaczęły wpadać do jego domu, gdy ich mama była w
pracy, tylko po to, by się przywitać, zaprosić go na kolację lub powiedzieć, że
idą do kina i zobaczyć, czy chce przyjść (on nigdy nie poszedł, ale z drugiej
strony, nie spodziewały się, że pójdzie, po prostu używały tego jako pretekstu
do rozmowy z nim). Podobało mu się to, ponieważ kiedy to robiły, wiedział, że
nic im nie jest, po prostu są dziećmi, które dobrze się bawią w lecie i nie są
dotknięte szaleństwem Daniela Harta. Lubił to, ponieważ za każdym razem czuły
się z nim bardziej komfortowo, mniej niezdecydowane, bardziej pewne siebie i
zostawały coraz dłużej. One też się przed nim otwierały tylko przez rozmowę,
dając mu do zrozumienia, że lubią go mieć w pobliżu.
Nie jadał przy stole Vi ani
razu po naleśnikach, więc skończył z rodzinnym spędzaniem czasu, który wydawał
się być zbyt przyjemny, ale udawany. Był na miejscu, a nie był tym, kogo chciały
widzieć na tym krześle, więc na pewno nie było to coś, czego potrzebował.
Z wyjątkiem tego, kiedy
poszedł na kolację, kiedy Sam i Melissa byli tam wczoraj wieczorem.
Wtedy wiedział, że musi coś
zrobić.
Ponieważ dziewczyny
zachowywały się tak, jakby był tam z nimi przez cały czas (gdzie był, po prostu
o tym nie wiedziały). Nie zachowywały się tak, jakby był zastępcą. Zachowywały
się, jakby był mile widzianą podstawą w ich życiu i z radością powitaliby to,
gdyby stał się bardziej podstawą. Keira dokuczała mu. Kate nawet złapała go za
rękę i ścisnęła, kiedy śmiała się z czegoś, co powiedział. Podobnie jak ich
matka, wsysały go, używając go do zatkania dziury, którą zostawił ich ojciec, a
ich łączna moc była prawie nie do pokonania.
Ale również dlatego, że polubił
Sama i Melissę. Sam zachowywał się wobec Vi tak, jak Cal pamiętał, że wujek
Vinnie zachowywał się wobec jego mamy. Nie ukrywał swojego uczucia do Vi i jej
dzieci. Kochał je. Świat błyszczał w jego oczach, kiedy na nie patrzył i dawał
im o tym znać. Był też cholernie zabawny i łatwy do lubienia. Jego kobieta była
taka sama, zabawna i niefrasobliwa, mówiła prostolinijnie i czuła to, co jej
mężczyzna czuł do jego rodziny. To nie było tak, jakby była w ich życiu, odkąd
poznała Sama. To było tak, jakby była w ich życiu przez cały czas. Stanowili
jedność, ściśle ze sobą spojoną i niezniszczalną. Rodzina, która była z więzów
krwi, ale ich więź była głębsza niż krew.
Coś, czego Cal zawsze chciał.
A Vi zachowywała się jak jej
dziewczyny. Nie była demonstracyjna w stosunku do Cala, ale znalazła czas, by
przyglądać mu się, dotykać go, obiecywać oczami rzeczy, które nie potrzebowały
słów.
Kiedy po kolacji poszli do
J&J’s, a Sam i Melissa udowodnili, że są tacy, jacy są, zabawni i potrafią
naprawdę cholernie dobrze się bawić. Vi pozwoliła sobie na to, śmiejąc się częściej,
niż kiedykolwiek widział ją śmiejącą się, jej twarz była zrelaksowana,
szczęśliwa i jeszcze piękniejsza niż normalnie.
Gdyby sobie odpuścił,
sprawiłoby mu to przyjemność. Zamiast tego miał zamienić słowo z Samem i
wydostać się stamtąd. Jego słowo z Samem nie poszło tak łatwo, jak jego słowa z
Tiną i Danem. Sam nie zamierzał przestać i powiedział Calowi to wszystko, a
potem poświęcił czas na wyjaśnienie. Cal rozumiał jego tok rozumowania, a nawet
go podziwiał, ale oddał to wprost Samowi, że igra z ogniem i się poparzy, tak
samo jak Melissa i Vi.
„To twoja sprawa, ponieważ…?”
- spytał Sam.
„Ponieważ Vi poprosiła mnie,
żebym zamienił z tobą słowo” – odparł Cal.
„I dlatego, że pieprzysz moją
siostrę” – odparł Sam.
Cal wpatrywał się w niego i
nie odpowiadał. Nie był zaskoczony, że Sam to rozgryzł. Vi mogła znaleźć czas,
ale to nie znaczyło, że nikt nie zwracał na to uwagi.
„Ona mówi o tobie, dziewczyny
też, cię lubią. Nie mam nic przeciwko temu” - powiedział mu Sam - „Ona
potrzebuje dobrego gówna w swoim życiu i gdy tylko cię zobaczyłem, bracie,
wydałeś mi się dobrym człowiekiem. Cieszę się jej szczęściem. Ale zainstalowałeś
system bezpieczeństwa, który może konkurować z Pentagonem, aby zapewnić jej
bezpieczeństwo, więc domyślam się, że wiesz, czemu to robię”.
Wiedział, po prostu się z tym
nie zgadzał.
„Mówię ci, musisz ustąpić” –
powtórzył Cal.
„I powiem Vi-oh-li, że
zrobiłeś, co mogłeś. Ale nie ustąpię”.
Cal znowu nie odpowiedział.
Sam przez chwilę wpatrywał
się w niego i w końcu zapytał - „Między nami dobrze?”
Nie było, albo niedługo nie byłoby.
„Tak” – odparł Cal.
„Fantastycznie. Kiedy tu wrócimy,
a Vi znowu zrobi swoje risotto, nie chciałbym widzieć, jak tam siedzisz, gapiąc
się na mnie, kiedy je jem. To gówno to cholerna ambrozja, a ty bracie jesteś
trochę przerażający. Zrujnowałoby to risotto”.
Nic nie zrujnowałoby risotto
Vi, to gówno było najlepszą rzeczą, jaką kiedykolwiek próbował w całym swoim
pieprzonym życiu.
Cal miał ochotę się
roześmiać. Nie zrobił tego, ponieważ wiedział, że kiedy Sam by wrócił, on nie
siedziałby przy stole Vi i nic by nie jadł.
Skończył ich grę w bilard,
pożegnał się z zaskoczoną Melissą i zszokowaną Vi i wyszedł stamtąd.
Wrócił do domu, zadzwonił do
Nadii i ustawił ją na następny dzień.
Trzeba było to zrobić.
Nie miało znaczenia, że Cal
nie otworzył drzwi, cała trójka szarżowała. Vi, Kate i Keira, były jak tarany,
które były nieustępliwe.
I musiał to zamknąć, odciąć
ją, odciąć je wszystkie, żeby móc się zamknąć i otworzyć im drogę do dobrego
życia.
Ale Vi musiała to zakończyć.
Tym razem musiała to być jej decyzja, więc nie było odwrotu.
Więc zmuszał ją do tego.
*****
Siedział w ciemności, w swoim
salonie, na fotelu ojca, z butelką Burbona i do połowy pełną szklanką w dłoni,
kiedy usłyszał, jak otwierają się rozsuwane szklane drzwi.
Był w domu od godziny.
Przyjście zajęło jej więcej czasu, niż się spodziewał.
Zamknęła drzwi i stanęła przy
nich, plecami do szyby, jak cień zarysowany w świetle księżyca. Nie wiedział,
skąd wiedziała, że on tam siedzi. Nigdy nie siedział w swoim salonie, kiedy przychodziła,
a zwykle spotykał ją przy drzwiach. Ale wiedziała.
„Przeleciałeś ją?” -
wyszeptała.
„To nie twoja sprawa, siostro”
– Cal zmusił się do powiedzenia.
„Nie używasz ochrony ze mną,
Cal, więc jest. Przeleciałeś ją?”
Nie usłyszał żadnych słów po
tym, jak nazwała go Cal. Jego ciało zamarzło, a umysł wygasł.
„Zadałam ci pytanie” –
ponagliła, wciąż szepcząc.
„Chcesz tej sceny, to tak,
pieprzyłem ją, Vi” – skłamał.
Milczała.
Wiedział, że ona znienawidzi to,
kiedy przypomniał jej cicho - „Nie możesz tego zrobić, siostro, to nie jest to,
co mamy”.
„Wiem o Nicky’m”.
Zajęło mu wszystko, aby nie
zerwać się na nogi.
„Powtórz?” – zapytał dopiero
po rozwarciu zębów.
„Wiem o twoim synu, Nicky’m,
twoim tacie. Wiem o Bonnie. Wiem wszystko”.
Cal przełknął kwaśny smak
palący mu język, po czym powiedział – „Wszyscy wiedzą. To nie jest tajemnica,
Vi”.
„Jesteś pusty”.
Wpatrywał się w jej sylwetkę.
Skąd to wiedziała, nie miał pieprzonego pojęcia, ale się nie myliła.
„Tak” - zgodził się.
„Nic nie może cię napełnić” -
stwierdziła.
„Nie” - zgodził się ponownie.
„Nie pozwolisz na to”.
„Jak beczka ma dziurę w dnie,
siostro, wszystko wycieka bez względu na to, ile wlejesz”.
Milczała przez chwilę, po
czym szepnęła - „Tak”.
Odwróciła się do drzwi, a
jego ręka ścisnęła szklankę Burbona tak mocno, że musiał skupić się na
poluzowaniu uchwytu, bo inaczej szkło by pękło.
Zanim je otworzyła, odwróciła
się - „Nie wiesz, Cal, nie masz pojęcia. Tak długo zamykasz się w tym
pieprzonym domu ze swoimi tragicznymi wspomnieniami, że nie masz pojęcia, co
zaraz wyjdzie za twoje drzwi. Kate, Keira i ja mogłyśmy zatkać tę dziurę. Mogłybyśmy
cię tak napełnić, żebyś pękał. Pokochałybyśmy tę szansę. Dałybyśmy temu
wszystko, co miałyśmy, bez względu na upływający czas, ukończenie szkoły,
śluby, wnuki, byłbyś częścią nas i dałybyśmy wszystko, co musiałyśmy, abyś był
tak pełen, że byś pękał”.
Cal nie odpowiedział.
„Joe” - szepnęła - „jeśli
pozwolisz mi wyjść przez te drzwi, stracisz swoją szansę”.
Cal się nie poruszył.
Vi czekała.
Cal nie ruszał się z miejsca.
Vi odsunęła drzwi, przeszła
przez nie i przesunęła je. Nie usłyszał, jak spokojnie szła po jego tarasie do
schodów, usłyszał, jak biegła.
Kiedy to usłyszał, szkło
pękło w jego dłoni.
😔
OdpowiedzUsuńNo co za k....s 😡
OdpowiedzUsuńEch... tak myślałam, że ją zrani. Bardzo dziękuje. Bardzo mnie wciągnęła ta historia.
OdpowiedzUsuńAle się porobiło... Gorzej jak faktycznie będzie w ciąży... To znaczy nie wiem czy będzie, ale się nie zabezpieczają więc... Wiadomo jak to może się skończyć 🤷🏻♀️ Szkoda mi Violet, jednak dziewczyn jej szkoda mi trochę bardziej. Stracą kolejnego mężczyznę, przyznajmy to dziewczyny - one go cholernie polubiły, miały pewnie nadzieję na coś więcej.
OdpowiedzUsuńJedyne co mam do powiedzenia to buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu :(
OdpowiedzUsuń