piątek, 1 kwietnia 2022

9 - Gość (cz.2)

 

 

Rozdział 9

Gość (cz.2)

 

*****

Leżałam w łóżku z ręką zaciśniętą na telefonie i zdecydowałam, że muszę zadzwonić, żeby zakończyć sprawy z Joe.

Podniosłam telefon, rozsunęłam go i przewinęłam w dół do „Joe Komórka”, wzięłam głęboki oddech, który zatrzymał się w środku, mocno zacisnęłam oczy, otworzyłam je i wcisnęłam.

Przyłożyłam telefon do ucha.

Zadzwonił dwa razy, po czym Joe powiedział - „Yo”.

„Hej”.

„Siostro”.

Znowu mocno zacisnęłam oczy.

Bardzo mi się podobało, kiedy nazywał mnie „siostro”, może nawet bardziej niż kiedy nazywał mnie „Kochanie”.

„Co tam?” - zapytał.

„Um…” - nie mogłam nic więcej powiedzieć. Chciałam… nie, nie chciałam, musiałam… ale nie mogłam.

Nastąpiło wahanie, cicho - „Kochanie”.

Nie. Myliłam się. Bardziej podobało mi się „Kochanie”.

„Coś się stało?” - zapytał nadal cichym głosem.

„Co?”

„Dotarł do ciebie?”

„Kto?”

„Hart”.

Cholera, martwił się o mnie.

„Nie wiem” - powiedziałam mu - „Ktoś się rozłącza”.

„Cholera” - mruknął - „Powiedziałaś Coltowi?”

„Tak”.

„Nie powiedział mi”.

„Och”.

„Zadzwonię do niego” - powiedział Joe, a potem zapytał - „Co powiedział Colt?”

„Powiedział, że się temu przyjrzy”.

„To wszystko?”

„Nie wszedł w szczegóły, co by to oznaczało”.

„Poznam szczegóły” - oświadczył stanowczo Joe.

Tak, martwił się o mnie.

Okej, tak, lubiłam go. Gówno.

„Dziewczyny odbierają telefony?” - zapytał Joe.

„Tak”.

„Cholera” - uciął, brzmiąc teraz na wkurzonego - „Wystraszyły się?”

„Myślę, że są trochę zaniepokojone, bo to jest nowe, nigdy wcześniej się to nie zdarzyło”.

„To nie w stylu Harta”.

„To właśnie sprawia, że jest to dziwne i przerażające”.

Nastąpiła pauza, po czym powiedział cicho - „Wszystko będzie dobrze, siostro”.

„Nie ma alternatywy”.

Roześmiał się krótko, zanim powiedział - „Racja”.

Nie odpowiedziałam.

Co zaskakujące, Joe to zrobił - „Dlatego zadzwoniłaś?”

Nie, tak nie było.

„Tak” - skłamałam, bo stchórzyłam. Zrobię to później, w liście, który włożę do jego skrzynki pocztowej, zanim Kate, Keira i ja pojedziemy na wakacje (nie żebym miała pieniądze na wakacje, ale może mogłabym sprzedać nerkę czy coś) - „Prawdopodobnie jesteś zajęty, powinnam cię puścić”.

„Vi, prowadzę w LA. Jak nie miałbym komórki przyklejonej do ucha, mogliby mnie aresztować”.

Nie pomyślałam. Gdybym to zrobiła, odsunęłabym to. Więc nie myśląc, wypuściłam z siebie chichot.

Joe Callahan, twardy, twardy facet, samiec alfa, rzucił dowcip.

I był zabawny.

Kiedy przestałam chichotać, powiedziałam mu - „Nie chciałabym, żebyś został aresztowany”.

„Już tu byłem, to jest do bani”.

To mnie zaskoczyło.

„Byłeś aresztowany?”

„Ciężkie życie, siostro, widziałaś moją byłą żonę, jak czołgała się pijana i nawalona do nieprzytomności po podłodze”.

Zamrugałam na sufit.

Najpierw żartował, potem się dzielił. Wcześniej, zanim odjechał, by odejść ode mnie na dwa tygodnie, kochał się ze mną powoli i słodko.

Co ja z tym miałam zrobić?

„Dorosłem, ona nie” - kontynuował.

„Więc zostałeś aresztowany, kiedy byłeś dzieckiem?”

„Poprawczak był moim drugim domem”.

„Łał”.

„Nie było słodko, siostro. Jak powiedziałem, to było do bani”.

„Przykro mi” - powiedziałam cicho.

„Mnie nie, nauczyłem się lekcji, takie jest życie, uczysz się lub umierasz”.

Boże, teraz był mędrcem i w tym też był dobry.

„Keira ma swojego psa?” - zapytał Joe.

„W przyszłym tygodniu” - powiedziałam mu - „Nie są jeszcze całkowicie odstawione od piersi, ale dałyśmy im pieniądze, a ona wybrała tego, którego chciała. Jest w siódmym niebie, nie może się doczekać. Tak bardzo nie może się doczekać, że mamy już miskę na karmę dla psa, miskę na wodę dla psa, legowisko dla psa w pokoju Keiry i cztery ogromne torby z karmą dla szczeniąt w garażu”.

„Brzmi jak ustawione”.

„Ten pies jest tak ustawiony, że to nie jest zabawne. Psina jest malutka. Zajmie mu rok, zanim przeje tę karmę dla szczeniąt. Mam tylko nadzieję, że nie zje moich butów. Szczeniak Feb zjada wszystkie jej buty”.

Usłyszałam jego cichy śmiech, coś, czego nigdy od niego nie słyszałam i coś, co mi się podobało, zanim powiedział - „Poczekaj chwilę, muszę oddać klucze parkingowemu”.

„Parkingowy?”

„Tak, w hotelu”.

„Och”.

Zaskoczyła mnie myśl o Joe w hotelu z parkingowym. Wyglądał bardziej na zamieszkującego motel na opustoszałej autostradzie, gdzieś, gdzie mógłby się rozbić, gdzie samochód stałby przed twoimi drzwiami, gotowy na szybką ucieczkę.

Czekałam, słuchając dźwięków, jak Joe oddawał swoje klucze parkingowemu, a potem Joe powiedział - „Wróciłem”.

Podobało mi się, że wrócił, podobało mi się też, że chciał utrzymać mnie na linii, więc kiedy powiedziałam „Cześć”, powiedziałam to delikatnie.

„Jezu” - mruknął.

„Co?”

„Dojdziemy do tego, kiedy dotrę do mojego pokoju” - powiedział mi tajemniczo, po czym kontynuował - „Mówiąc o twoim garażu, musisz zacząć tam parkować swojego Mustanga.”

„Co?”

„Twój Mustang, siostro, słodka bryka. Powinnaś się nim zająć. Musisz go parkować z dala od żywiołów”.

„Nie mogę”.

„Jak twój garaż jest pełen, powinnaś go oczyścić”.

„Nie, to znaczy, wrota się nie otwierają, są zablokowane. Coś nie tak z mechanizmem otwierania drzwi garażowych”.

Przez chwilę nic nie mówił, po czym powiedział - „Zerknę na to, kiedy wrócę do domu”.

Poczułam, jak opuszcza mnie oddech i wpatrywałam się w sufit.

Kupił mojej córce psa.

Kochał się ze mną.

Słyszałam, jak się śmieje i opowiada dowcip.

Chciał spojrzeć na moje drzwi garażowe, słuchał i doradzał, kiedy mówiłam o dziewczynach.

I chciał mnie na linii.

I znowu, kupił mojej córce psa. I zrobił to, bo straciła tatę.

„Violet?”

„Co?” - wyszeptałam.

„Wszystko okej?”

„Tak” - skłamałam, ale tak nie było. Chciałam w niego wierzyć, naprawdę wierzyłam, a on dawał mi wiele do wierzenia.

„Gdzie jesteś?”

„Do domu”.

„Tak, kochanie, ale gdzie jesteś?”

„W mojej sypialni”.

„Gdzie?”

„Gdzie w mojej sypialni?”

„Tak”.

„Na moim łóżku”.

„Drzwi są zamknięte?”

„Um…” - spojrzałam na drzwi, które zamknęłam, aby wyciszyć wybuchy z filmu, który oglądały dzieci, a potem odpowiedziałam, nieco zdezorientowana - „Tak”.

„Masz na sobie dżinsy czy jedną ze swoich słodkich spódnic?”

O Boże, już nie byłam zdezorientowana.

„Joe…”

„Kochanie, odpowiedz mi”.

„Spódnica” - szepnęłam.

„Podnieś ją”.

„Joe…”

„Vi, podciągnij ją”.

„Jesteś w swoim pokoju?”

„Tak”.

„Joe, ja nigdy…”

Jego głos był seksownie niski, kiedy powiedział - „Przeprowadzę cię przez to, kochanie, teraz chcę, żebyś podciągnęła dla mnie spódnicę”.

Przygryzłam wargę i schowałam telefon w zgięciu ramienia, po czym podciągnęłam spódnicę.

„Okej” - wyszeptałam.

„Jest?”

„Tak”.

„Na biodrach?”

„Tak, Joe”.

„Dobrze, siostro, wsuń rękę w majtki”.

O Boże, miałam dojść, a nawet się nie dotknęłam.

„Violet?” - zawołał.

Wsunęłam rękę w majtki.

„Joe” - wyszeptałam, gdy mój palec uderzył w łechtaczkę i to przesunęło się przeze mnie.

„Chryste” - mruknął szorstkim głosem.

„Czy ty…?”

„Nie, chcę cię posłuchać”.

„Chcesz, żebym zrobiła to sama?”

„Jestem tutaj, kochanie”.

Przekręciłam palcem, wygięłam szyję i miauknęłam z gardła.

„O to chodzi” - mruknął - „Pomyśl o moich ustach”.

Ciągle przekręcałam palcem, myśląc o jego ustach i jęknęłam - „Joe”.

„Jezu, siostro, już brzmisz jakbyś była blisko”.

Byłam. To było gorące. Nigdy nie robiłam czegoś takiego.

W każdym razie, kiedy myślałam o jego ustach, słyszałam jego głos w telefonie, to zadziałało.

„Podoba mi się twój głos” - wyszeptałam, a potem moje biodra drgnęły i jęknęłam ponownie, zanim odetchnęłam - „Chciałabym, żebyś tu był”.

„Nie tak bardzo jak ja, brzmi tak dobrze, kochanie, że chciałbym to zobaczyć.”

Nie odpowiedziałam, po prostu nacisnęłam i przekręciłam palec i wbiłam w niego biodra.

„Jak następnym razem, gdy będziesz w moim łóżku, zrobisz to dla mnie” - powiedział.

„Nie sądzę…”

Przerwał mi rozkazem - „Wsuń palec do środka”.

„Podoba mi się to, co robię”.

„Zrób, co mówię, Violet, wsuń palec do środka”.

Przestałam toczyć i wsunęłam palec do środka. To nie był pierwszy raz, kiedy to robiłam, ale minęło dużo czasu i było miło.

„Jak mokra jesteś?” - zapytał Joe.

„Bardzo”.

„Chryste, tęsknię za tą twoją cipką” - warknął.

„Joe” - wydyszałam, czując, jak spazmuję na jego warczenie.

„Dojdź, kochanie”.

„Dobrze” - szepnęłam.

Przeprowadził mnie przez to i doszłam, nie głośno, cicho, ale było dobrze i usłyszał to.

Potem wysunęłam rękę z majtek, ściągnęłam spódnicę w dół i przewróciłam się na bok, podwijając nogi i czując dziwnie, że to była jedna z najbardziej intymnych rzeczy, które minęły między nami, a on był oddalony o większość kontynentu.

„Kiedy wracasz do domu?” - zapytałam cicho.

„Wkrótce zdubluję spotkania, powinienem być w domu przed sobotą”.

„Dobrze” - szepnęłam.

„Jak się czujesz?”

Uśmiechnęłam się w poduszkę i cicho odpowiedziałam - „Miło”.

„W tej chwili chciałbym wylizać twoje palce do czysta” - Kolejne miauknięcie wyrwało mi się z gardła, a kiedy to się stało, znów warknął, tym razem niezrozumiale.

„Mamo!” - usłyszałam pisk Keiry, moje ciało szarpnęło się na łóżku i usiadłam prosto.

„Co do cholery?” - Joe zapytał mnie do ucha.

„Mamo!” - Keira znowu pisnęła, tym razem bliżej.

„O mój Boże!” - wrzasnęła Kate.

„O Boże, Joe” - zrzuciłam nogi z łóżka i zaczęłam biec do drzwi.

„Zadzwoń do Colta” – rozkazał pilnie Joe.

„Okej”.

„Teraz, siostro, właśnie teraz”.

„Okej” - zamknęłam telefon i otworzyłam drzwi.

Keira była za drzwiami, z ręką uniesioną do klamki.

„Mamo!” - wrzasnęła mi w twarz.

„Co, kochanie, co?”

„Drzwi… ona jest przy drzwiach.”

Ona?

Zajrzałam do salonu i zobaczyłam Kate i Dane’a w oknie, gapiących się na zewnątrz.

Kate spojrzała na mnie i odetchnęła - „O mój Boże”.

Nie usłyszałam jej, tylko odczytałam to z jej ust.

„Odejdźcie od okna” - rozkazałam, gdy podbiegłam do niego, ale nie ruszyli się, więc stanęłam przed Kate i wyjrzałam.

Potem odetchnęłam - „O mój Boże”.

W drzwiach stała Kenzie Elise. Miała na sobie drapowaną, podartą koszulkę bez rękawów, która wyglądała, jakby kosztowała więcej niż moja kanapa, obcisłe dżinsy i buty na platformie na wysokim obcasie, błyszczące szare czółenka. Jej długa grzywa włosów była w kolorze truskawkowo-blond i miała więcej makijażu niż ja na randce z Mike’iem.

„Myślisz, że trafiła do złego domu i szuka pana Callahana?” - zasugerował Dane.

Nie trafiła do złego domu, ale to nie znaczyło, że nie szukała Joe.

Patrzyłam, jak podnosi rękę i naciska dzwonek, i domyśliłam się, po zirytowanym sposobie, w jaki to zrobiła, to nie był pierwszy raz. W idealnym świecie byłabym w stanie poprosić Joe o zainstalowanie dzwonka do drzwi, który byłby głośniejszy, powiedzmy, taki, który można usłyszeć podczas seksu przez telefon.

Odwróciła się i jej oczy padły na nas w oknie i nie wyglądała na zadowoloną, kiedy się odwróciła i wyglądała na mniej zadowoloną, kiedy nas szpiegowała.

Odskoczyłam od okna i podeszłam do drzwi.

„Jeśli szuka Joe, powiedz jej, że wstąpił do Korpusu Pokoju” - poradziła szybko Keira, domyśliła się sytuacji i wyraźnie chciała ingerować w ofertę Kenzie dotyczącą Joe, upewniając się, że mam czysty start.

Spojrzałam na córkę, nacisnęłam niezbędne przyciski na panelu alarmowym i otworzyłam drzwi.

Kiedy to zrobiłam, Kenzie spojrzała na mnie z góry. Właściwie przechyliła oczy, nie głowę, by spojrzeć na mnie z góry z góry na obcasach na platformie.

„Hej” - powiedziałam, jakby ona lub jakakolwiek inna znana gwiazda filmowa przychodziła codziennie do moich drzwi i jakby ostatnim razem, gdy ją widziałam, nie była praktycznie naga i nie czołgała się po podłodze.

„Czy Cal jest tutaj?” - zapytała.

Cholera. Wiedziałam, że szukała Joe.

„Nie, jest w LA” - powiedziałam jej.

„Skąd wiesz, gdzie jest Joe?” - zapytała Keira, a ja spojrzałam za siebie, by zobaczyć Keirę, Kate i Dane zebranych blisko moich pleców. Keira wpatrywała się we mnie; Kate i Dane wpatrywali się w Kenzie.

„Powiedział mi” - powiedziałam do Keiry.

„Kiedy?” - zapytała Keira.

W tym momencie zapłaciłabym duże pieniądze, żeby mieć mniej bystrą córkę.

„Ona nazywa go Joe?” - Kenzie przerwała nam swoim pytaniem, a ja spojrzałam na nią, ponieważ brzmiała na trochę wkurzoną, a kiedy na nią spojrzałam, patrzyła gniewnie na Keirę.

„Tak, wszyscy nazywamy go Joe” - podzieliła się Keira - „A przynajmniej mama, Kate i ja. Dane nazywa go pan Callahan”.

Oczy Kenzie spoczęły na mnie i miałam rację, była wkurzona.

„Nikomu nie pozwala nazywać się Joe”.

Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale Keira odparła, zanim zdążyłam.

„Nam pozwala nazywać się Joe, lubi to”.

Szamotałam się, szukając sposobu na interwencję i głupio zaproponowałam - „Chciałabyś wejść, napić się napoju czy piwa?”

Wpatrywała się we mnie sztyletami i oznajmiła - „Musimy porozmawiać”.

Nie wiedziałam, o czym chce rozmawiać, chociaż wiedziałam, że, cokolwiek to było, ja nie chciałam o tym rozmawiać, ale nie mogłam dokładnie zamknąć jej drzwi przed nosem przy dzieciach, ponieważ nic o niczym nie wiedzieli i nie chciałam, żeby wiedzieli.

Dlatego zaprosiłam - „Okej, wejdź” - a potem zeszłam z drogi.

Jej oczy przesunęły się po Kate, Dane i Keirze, a potem wrócili do mnie.

„Same”.

Spojrzałam na mój dom. Nie było w nim zbyt wiele miejsca na samotność, chyba że zabrałabym ją do sypialni, czego nie zamierzałam robić.

Potem zobaczyłam przesuwane szklane drzwi na taras. To była przyjemna noc, nie duszna, świeża i ciepła. Taras był idealny.

„Pójdziemy usiąść na tarasie” - powiedziałam jej i wyciągnęłam rękę, pokazując drogę. Weszła do środka, całe jej nogi (a raczej kościste nogi) i kołyszące się biodra, i przeszła przez mój dom, jakby dłuższa ekspozycja na powietrze, którym oddychałyśmy z dziewczynami, miałoby ją zanieczyścić.

Szłam za nią i nakazałam dzieciom - „Wracajcie do swojego filmu”.

„Mamo… – zaczęła Keira.

„Chodź, Keira, skończmy film” - nalegała Kate, nie odrywając ode mnie wzroku, złapała siostrę i zaczęła ciągnąć ją na kanapę.

Uśmiechnęłam się do najstarszej, odmawiając cichą modlitwę do Boga w podziękowaniu, że dał mi jedną rozsądną córkę i popędziłam za Kenzie.

Sama otworzyła drzwi i wyszła, jej czółenka zadźwięczały na drewnie mojego tarasu, gdy kierowała się prosto do mebli z kutego żelaza, które Tim kupił mi na wyprzedaży pod koniec sezonu trzy lata temu. Meble były fantastyczne: okrągły stół, szerokie, wygodne fotele, które kołysały i duży parasol. Były też dwa leżaki. Wszystkie miały na sobie eleganckie, szyte na miarę szare ochraniacze.

Rzuciła swoją dużą, luźną, designerską torebkę na stół, nie patrząc na mnie ani na mój ogród, i zaczęła ją przekopywać.

Zamknęłam przesuwane szklane drzwi i podeszłam do niej, zatrzymując się z dala od jej paznokci.

Wyciągnęła złotą papierośnicę, wybrała papierosa, wrzuciła ją z powrotem do torebki i przyłożyła papierosa do ust, zapalając go elegancką, smukłą, złotą zapalniczką.

Potem wypuściła kłąb dymu i spojrzała na mój trawnik.

Nie mając nic do powiedzenia, rozejrzałam się po tarasie.

Gdybym nie był w centrum ogrodniczym, w sklepie spożywczym, nie robiłam prania, prasowania, gotowania, sprzątania domu, kupowania drogiej karmy dla psów i misek na wodę, spania z Joe lub zwykłego spania, byłam na swoim podwórku.

Moja szefowa Bobbie udzielała pracownikom wspaniałych zniżek, a ja korzystałam z naszego napiętego budżetu tak bardzo, jak tylko mogłam. Wykorzystałam część z pieniędzy, które dał mi mój brat, aby to powiększyć, ale większość schowałam na czarną godzinę. Ale, nawet jeśli sama tak mówiłam, nie zrobiłam krzywdy mojemu podwórku.

Front domu miał skrzynki we wszystkich oknach wypchane kwiatami i spływającą w dół zielenią. Z jednej strony mojego podjazdu znajdowały się fragmenty płotu z belek, na których były skrzynki, a drugi był w miejscu, w którym podjazd spotykał się z frontowym chodnikiem, który biegł od podjazdu równoległego do domu. Posadziłam bujne, wysokie trawy wokół płotów ze spuszczającymi się nisko do ziemi kwiatami, które pięknie rosły na glebie Indiany. Miałam rozkwitający wiszący kosz przy drzwiach wejściowych, a frontowy chodnik był obłożony żywymi, zdrowymi roślinami okrywowymi. Wyglądało to świetnie.

Tył był lepszy. Trawnik był zwykłym trawnikiem, ale go nawoziłam i potraktowałam środkiem chwastobójczym i wyglądał olśniewająco, był intensywnie zielony, gęsty i soczysty. Ale to właśnie taras z eleganckimi meblami, stał się punktem kulminacyjnym. Kupiłam pęki doniczek z terakoty w każdym rozmiarze i były wszędzie, wypełnione kwiatami we wszystkich kolorach i odmianach. Wydawało się to przypadkowe, ale spędziłam wieki bawiąc się nimi, dopóki nie spodobało mi się to, co zobaczyłam.

I wyglądało to pięknie. Miałam swój sposób na kwiaty, zawsze miałam. Przed śmiercią Tima pracowałam na pół etatu w kwiaciarni, bo kochałam kwiaty. A Bobbie pozwoliła mi robić wystawy w centrum ogrodniczym i wszyscy o nich mówili. Miałam nawet klientkę, która podeszła do mnie tydzień wcześniej i zaproponowała, że zapłaci mi za spojrzenie na jej ogród, bo powiedziała, że jest beznadziejna i potrzebuje wskazówek dotyczących ogrodu. Wybierałam się do jej domu w dzień wolny w przyszłym tygodniu.

„Pieprzysz Cal’a?”

Drgnęłam, a kiedy przemówiła i moi wzrok powędrował do Kenzie.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Jej pytanie było wścibskie, niegrzeczne i bardziej niż trochę psychopatyczne, biorąc pod uwagę, że Joe dał jasno do zrozumienia w sposób, którego nie można było zignorować, że tego rodzaju informacje to nie jej sprawa.

I dlaczego ona tam była, biorąc pod uwagę, że Joe jasno dał do zrozumienia w sposób, którego nie można było zignorować, że jej infiltracja w jego życie nie była mile widziana?

A poza tym miałam w domu dzieci. Była świrnięta?

Spojrzałam z powrotem na dom i przez rozsuwane szklane drzwi. Dzieci nie miały przyciśniętych twarzy do szyby, co było dobre i miałam nadzieję, że nie słyszą.

„Pieprzysz go” - ciągnęła Kenzie, a ja ponownie na nią spojrzałam.

„Czy mogłabyś mi powiedzieć, dlaczego tu jesteś?” - zapytałam.

Miała jedną rękę skrzyżowaną na żebrach, drugi łokieć oparty na nadgarstku i uniesioną rękę z papierosem. Uniosła rękę do twarzy, zaciągnęła się, a potem wyciągnęła rękę, wypuszczając dym.

Potem spojrzała na mnie od stóp do głów.

„O co mu chodzi?” - zapytała, chociaż nie sądziłam, że pytała mnie, nawet jeśli byłam tam jedyna, i stwierdziłam, że miałam rację, kiedy mówiła dalej - „Jesteś gruba”.

Poczułam, że moje ciało twardnieje.

Nie byłam gruba. Okej, więc nie byłam chuda, ani nie byłam chuda i wychudzona jak ona, ale nie można było mnie nazwać grubą.

„Nie jestem gruba” - stwierdziłam.

Żachnęła się i ponownie zaciągnęła się papierosem.

Miałam dość. Właściwie powinnam była zatrzasnąć drzwi przed jej nosem.

„Słuchaj, jeśli nie mogę ci w czymś pomóc, może zechciałabyś…”

„Vi?”

Odwróciłam się i zobaczyłam Colta stojącego na końcu mojego tarasu i patrzącego na nas.

„Hej, Colt” - zawołałam.

Jego oczy przesunęły się na Kenzie, zobaczyłam, że jego twarz rejestruje rozpoznanie, ale to było tyle, a potem jego oczy wróciły prosto do mnie.

„Nic ci nie jest?” - zapytał, idąc wzdłuż tarasu w kierunku schodów i zobaczyłam, że ma swoją odznakę na pasku dżinsów.

„Nic mi nie jest” - powiedziałam, kiedy wbiegał po schodach - „Ja tylko…”

„Hej” - westchnęła Kenzie, a ja obróciłam głowę, żeby na nią spojrzeć i zobaczyć, że patrzy na Colta, jakby był deserem lodowym gorąca krówka z tonami bitej śmietany, orzechami i wiśniami.

„Hej” - odpowiedział, ledwo na nią zerkając, a jego oczy powędrowały do mnie - „Cal dzwonił, powiedział, że dziewczyny krzyczały?”

Joe zadzwonił dla mnie do Colta. Mój żołądek lekko się przewrócił.

„Um… były trochę podekscytowane, że gwiazda filmowa stoi przy drzwiach”.

Oczy Colta ponownie przecięły Kenzie, a potem wróciły do mnie.

„Lepiej zadzwoń do Cala. Martwi się, że to ma coś wspólnego z twoją sprawą” - powiedział mi Colt.

Martwił się o mnie. Mój żołądek zrobił kolejny mały obrót.

„Jestem Kenzie Elise” - wtrąciła Kenzie i ponownie na nią spojrzałam.

„Wiem, kim jesteś, dowiedziałem się jakieś dziesięć minut temu, że ciągle dzwonisz do domu Vi” - powiedział jej Colt, moje usta otworzyły się na tę wiadomość i spojrzałam na Kenzie, zdając sobie sprawę, że jest świrnięta.

„Będę musiał cię poprosić, żebyś przestała to robić” - ciągnął Colt.

„Masz mój numer?” - zapytałam, ale ona mnie zignorowała, wlepiając wzrok w Colta.

„Szukam Cala” - Kenzie powiedziała Coltowi.

„Skąd masz mój numer?” - zapytałam, ale nie odpowiedziała, bo Colt się odezwał.

„Jak chcesz z nim porozmawiać, dzwonisz do jego dziewczyny. Nie dzwonisz do domu Vi i rozłączasz się”.

Jego dziewczyna? Jaka dziewczyna? Joe miał dziewczynę?

Zapomniałam o dowiadywaniu się, w jaki sposób Kenzie dostała mój numer, bardziej palącą sprawą było to, że Joe miał „dziewczynę”.

„Lindy nie przekazuje mu moich wiadomości” - powiedział Kenzie do Colta.

„Poinformuję Cala, że jego sekretarka nawala w pracy”.

Joe miał sekretarkę?

Joe mieszkał w hotelach z parkingowym i miał sekretarkę?

„Teraz, chyba że masz jakieś interesy z Violet, dobrym pomysłem mogłoby być ruszenie stąd” - rozkazał Colt, ale zrobił to w sposób, który brzmiał jak sugestia, tyle że była to sugestia, której nie można było odmówić. Kenzie odmówiła - „To ważne, żebym z nim porozmawiała”.

Colt wpatrywał się w nią przez kilka długich sekund, jakby nie wiedział, co o niej sądzić, ale to, co wymyślił, nie było zbyt dobre. Potem sięgnął do tylnej kieszeni dżinsów, wyciągnął telefon, otworzył go i nacisnął kilka przycisków.

Potem przyłożył go do ucha, wpatrując się w taras, gdy dzwonił, po czym powiedział - „Tak, Cal, Colt. Wszystko jest w porządku, z wyjątkiem tego, że Kenzie Elise stoi na tarasie Vi. Chce z tobą porozmawiać” - Minęła sekunda, a potem Colt uśmiechnął się do tarasu i powiedział - „Tak, dam ci ją” - po czym podał Kenzie swój telefon.

Kenzie nie spojrzała na żadne z nas, zanim wzięła telefon i przyłożyła go do ucha.

„Pozwoliłeś jej mówić do siebie Joe?” - wtrąciła się w to bez przywitania, co osobiście uważałam za błąd.

Patrzyłam, jak przerwała, nasłuchiwała, jej twarz stała się jeszcze bledsza niż jej normalna bladość (to był, dowód, że jej warczenie na Joe było błędem), potem wykręciła się, zanim powiedziała - „Mam inną sytuację i tylko ty możesz mi pomóc ” - znowu przerwała - „Nie chcę go, chcę ciebie”.

Pomyślałam, że to też był błąd. Joe nie bardzo podobało się to, że Kenzie myślała, że może dostać to, czego chce, kiedy tego zachce.

Patrzyłam, jak milczała przez chwilę, a potem powiedziała - „Nie” - kolejna pauza, po czym syknęła - „Nie mogę uwierzyć, że mi nie pomożesz!” - Jeszcze jedna pauza, kiedy jej oczy utkwiły we mnie i warknęła - „Nie sądzę!” - Słuchała przez około dwie sekundy, po czym wzięła telefon z ucha, szarpnęła go w moją stronę i wycedziła - „On chce z tobą porozmawiać”.

Wzięłam telefon Colta, zerknęłam na nią, potem na Colta, potem przyłożyłam go do ucha i oznajmiłam - „Nazywała mnie grubą”.

„Siostro…”

„Mam własnego stalkera, Joe. Nie chcę mieć do czynienia z twoim”.

Wybuchnął śmiechem, a nie wydawało mi się, żeby to było śmieszne.

„Mam gwiazdę filmową twoją stalkerkę, stojącą na moim tarasie, nazywającą mnie grubą i to ona dzwoniła do mojego domu i się rozłączała. To nie jest śmieszne”.

Śmiech Joe zniknął, zamilkł, po czym powiedział cichym, ale przerażającym głosem - „Co?”

„Twoja stalkerka gwiazda filmowa to ten, który się rozłącza”.

Nie było ciszy, zanim Joe zażądał - „Daj telefon Coltowi”.

„Co?”

„Daj pieprzony telefon Coltowi” - warknął.

Postanowiłam oddać telefon Coltowi, widząc, że Joe brzmiał na wkurzonego, więc na pewno nie chciałam już z nim rozmawiać.

Colt przyłożył go do ucha i powiedział - „Tak?” - potem słuchał przez chwilę i powiedział - „Rozumiem. Później”. - Zamknął telefon, wsunął go do dżinsów i spojrzał na Kenzie - „Cal mówi, że jak za pięć minut nie opuścisz posiadłości Vi, zadzwoni do faceta o imieniu Marco. Mówi, że będziesz wiedziała, co to znaczy”.

Spojrzałam na Kenzie i od razu mogłam powiedzieć, że wiedziała, co to znaczy. Jej twarz całkowicie odbarwiła się, jej oczy się rozszerzyły, usta rozchyliły i wyglądała na przestraszoną.

Potem szybko strzepnęła niedopałek papierosa na moje podwórko, chwyciła torebkę i ruszyła na schody.

„Pani Elise” - zawołał Colt, a ona odwróciła się, stawiając stopę na stopniu, z ręką na balustradzie i spojrzała na niego - „Czy mam pani zapewnienie, że nie będzie już pani dzwoniła do Vi i nie będzie więcej wizyt?”

„Tak, cokolwiek” - wymamrotała i szła dalej.

„Pani Elise” - zawołał ponownie Colt, odwracając się całkowicie w jej stronę, a Kenzie, stojąca teraz na mojej trawie, zatrzymała się i popatrzyła na niego - „Nie cokolwiek. Nigdy więcej telefonów, żadnych wizyt. Tak?”

„Tak, jasne. Dobrze” - powiedziała i spojrzała na mnie - „Dobrze, powiedz mu, że nie będę już niepokoić jego ani tobie. Okej?”

Kiedy okazało się, że rzeczywiście chce ode mnie odpowiedzi, powiedziałam - „Okej”.

„Tylko upewnij się, że nie zadzwoni do Marco” - powiedziała do mnie, wydawało jej się to ważne, więc skinęłam głową.

Odeszła, ale odwróciła się i spojrzała na mnie, a kiedy to zrobiła, zmieniła się. Wszystko w niej się zmieniło. Nie wyglądała już na przestraszoną, wyglądała na zagubioną i przestraszoną, innym rodzajem strachu, gorszym.

„Sprawiał, że czułam się bezpieczna” - powiedziała cicho, zamrugałam na jej szczere, otwarte wyznanie, a ona mówiła dalej - „Naprawdę nie czuję się zbytnio bezpieczna. Cal sprawiał, że czułam się bezpiecznie”.

Kiedy wydawało się, że znów czeka na odpowiedź, odpowiedziałam - „On ma to w sobie”.

„Jak należał do mnie, zawsze czułam się bezpieczna”.

W tym momencie zdałam sobie sprawę, że dokładnie wiem, co miała na myśli.

Podeszłam do balustrady, spojrzałam na nią i powiedziałam - „Nie jestem pewna, czy Joe jest typem faceta, który mógłby należeć do kogokolwiek, Kenzie”.

Wpatrywała się we mnie przez sekundę i sposób, w jaki to zrobiła, sprawiło, że zrobiło mi się jej żal.

„Jak nazywasz go Joe, on należy do ciebie” - wyszeptała i zanim zdążyłam coś powiedzieć lub zareagować na jej słowa czymś innym niż uczucie uderzenia w brzuch, odwróciła się i z wdziękiem pobiegła na palcach swoich fantazyjnych, błyszczących platform po moim trawniku i wokół domu.

Obserwowałam przestrzeń, w której była przez kilka sekund, zanim poczułam ramię Colta wokół moich ramion i odwróciłam głowę, żeby na niego spojrzeć.

„To było trochę smutne” - powiedziałam mu.

Spojrzał na bok domu, a potem na mnie.

„Kobieta, która ma wszystko, ale tak naprawdę nie ma nic”.

Westchnęłam, a potem skinęłam głową. Colt opuścił rękę, zbiegł po schodach i wyszedł na moje podwórko po niedopałek.

Spojrzał na mnie - „Szkoda, żeby to niszczyło twoje podwórko, kochanie. Masz ładne kwiaty”.

Uśmiechnęłam się do niego - „Dzięki”.

„Wyrzucę to” - powiedział, unosząc peta - „Jesteś teraz okej?”

„Okej, Colt, dzięki za przybycie”.

„W każdej chwili, Vi” - powiedział i odwrócił się do wyjścia - „Później”.

„Do widzenia, Colt, powiedz Feb, że przesyłam hej i połaskocz ode mnie Jacka”.

„Zrobi się” - zawołał, skręcając za róg domu.

Wpatrywałam się też w niego przez chwilę. Potem weszłam do domu i wszystkie dzieci patrzyły, jak wchodzę do kuchni.

„Poszła?” - zapytała Kate.

„Tak” - odpowiedziałam, wyciągając butelkę taniego białego wina z lodówki, czując, że to czas, dla którego tanie białe wino zostało stworzone.

„Czego chciała?” - zapytała Keira.

„Joe” - odpowiedziałam.

„I?” - podpowiedziała Keira.

Znalazłam korkociąg i spojrzałam na Keirę przez otwór w barze - „Joe nie chce jej”.

Zabójcze!” - Keira syknęła, machając dłonią zaciśniętą w pięści w rodzaju gestu, którego używa się do kierowcy ciężarówki, by skłonić go do zatrąbienia klaksonem.

Spojrzałam na Kate - „Myślisz, że to coś w wodzie, czy jest po prostu dotknięta?”

„Po prostu dotknięta” - powiedziała Kate, Dane zaśmiał się i wcisnął przycisk odtwarzania, aby ponownie uruchomić film.

Nalałam sobie kieliszek wina i wróciłam na swój taras z telefonem w dłoni.

Ledwo posadziłam tyłek na siedzeniu, kiedy zadzwonił, spojrzałam na wyświetlacz i to był Joe.

Otworzyłam go i przyłożyłam do ucha - „Hej”.

„Poszła?”

„Tak, koniec dramatu” - nie odpowiedział, więc zapytałam - „Kim jest Marco?”

„Jej menadżer” - odpowiedział Joe.

„Wydaje się, że bardzo się go boi” - zauważyłam.

„Ma powód”.

„Jaki powód?”

„Jest tam, gdzie jest z jego powodu. Jej problem polega na tym, że zawarła układ z diabłem”.

„Układ z diabłem?”

„Marco to złe wieści” - powiedział mi Joe.

„Jak złe wieści?” - zapytałam.

„Tak złe wieści, że jak ona wychodzi poza linię, on szarpie ją do tyłu i nie jest z tego powodu miły”.

To nie brzmiało dobrze, to brzmiało blado, jak twarz blada, usta rozchylone, oczy szeroko otwarte, niezbyt dobrze.

„Co?” - wyszeptałam.

„On może stać się brutalny, siostro”.

„Brutalny, jak, hmmm, on ją bije?”

„Tak” - odpowiedział Joe - „Ona jest jego dojną krową. On bierze prowizję ze wszystkiego, co ona robi, prowadzi dobre życie. Jak ona robi gówno, które może wstrząsnąć tą łodzią, on tego nie lubi i daje jej do zrozumienia, jakkolwiek musi”.

„To okropne”.

„Tak, ale to nie twój problem i nie mój. To umowa, którą ona zawarła”.

Przyszła mi do głowy myśl, więc zapytałam - „Dlaczego wcześniej nie zadzwoniłeś do Marco, kiedy miałeś z nią problemy?”

„To byłem tylko ja, mogłem sobie z tym poradzić i nie chciałem być odpowiedzialny za to, że dostała za to w twarz. Pieprzyć się z tobą i dziewczynami, nie robiła tego mnie, wciągała w to ciebie. Myślałem, że mogę jej powiedzieć, kurwa, naprawdę myślałem. Ale nie zrobiłem tego. Pieprzyła się z tobą i dziewczynami, musiała się do wiedzieć, że mówię poważnie. Teraz już wie”.

Pociągnęłam łyk wina, myśląc, że mój świat, nie tak dawno temu, nawet kiedy Tim wracał do domu i opowiadał o niektórych gównach, które widział, był małą bańką dobroci. Teraz to, co kłuło bez Tima to to, że, aby utrzymać tę bańkę mocną i sprężystą, było przerażająco szalone.

„Siostro?”

„Tak?”

„Wszystko w porządku? Powiedziała ci coś jeszcze?”

Tak zrobiła to. Powiedziała mi, że Joe należy do mnie.

Ale nie zamierzałam mu tego powiedzieć.

„Nie, strząsnęła tylko niedopałek papierosa na moim podwórku i wyszła”.

„Kurwa, co za suka” - mruknął.

„Jest okej, Colt się tym zajął”.

Westchnął, a potem powiedział - „Dobry facet”.

„Joe?”

„Tak, siostro?”

„Zadzwoniłbyś do Marco?”

Nie zawahał się, zanim odpowiedział - „Tak”.

To mnie zszokowało i rozczarowało - „Naprawdę?”

„Naprawdę”.

„Ale…”

„Kochanie, dzwoniła do ciebie, a dziewczyny odbierały i przestraszyły się. To musiało zostać zatrzymane, to była moja ostatnia opcja. Zmusiła by mnie”.

„Joe…”

„Zmusiła by mnie, Vi. Zrobiła to sobie tym szalonym gównem. Jak masz mężczyznę po swojej stronie, musisz ponieść konsekwencje, kiedy robi to, co musi zrobić, aby wywalczyć sobie wyjście”.

Znowu był mędrcem.

I wtedy dotarło do mnie, że nie ona wepchnęła Joe w kąt. Rzuciła tam dziewczyny i mnie. Joe nie groził jej tym Marco, kiedy robiła swoje, żeby zwrócić jego uwagę.

Myślał, że sobie z tym poradzi i nie chciał jej tak przestraszyć, jak właśnie to zrobił. Ale wyciągnął wielkie działa dla mnie i dziewczyn.

Nie chciałam robić z tego wielkiej rzeczy, nie chciałam popełnić tego samego błędu, co wcześniej i zacząć wierzyć, ale nie dawał mi wyboru.

Wypiłam kolejny łyk wina, a potem zmieniłam temat, ponieważ nie rozmawiałaś o tym przez telefon.

„Cóż, dzięki za zajęcie się tym aż z LA”.

„Nie dziękuj mi, to ja jestem powodem, dla którego tam była”.

„Była tu, bo ma na ciebie ochotę. To nie twoja wina, że jesteś gorący”.

Znowu usłyszałam jego cichy śmiech, zdecydowałam, że znowu mi się podoba, a potem powiedział - „Kochanie, zabijasz mnie”.

„Jak cię zabijam?”

„Możesz być słodka i przezabawna, kiedy będę wystarczająco blisko, by wziąć odpłatę”.

Mój żołądek opadł i wzięłam wdech, by kontrolować trzepotanie serca.

„Co jest odpłatą?” - wyszeptałam.

„Bądź słodka i przezabawna w moim łóżku, a ci pokażę”.

„Joe…”

Przerwał mi - „Co teraz robisz?”

„Piję tanie białe wino na moim tarasie. Co ty robisz?”

„Muszę iść po jedzenie”.

„Och, okej, pozwolę ci odejść”.

„W porządku, siostro”.

„Wrócisz w sobotę?”

„Tak”.

„Do zobaczenia”.

„Absolutnie”.

Westchnęłam i było to radosne westchnienie, bo go zobaczę, chciał, żebym to zrobiła, a do soboty pozostał tylko jeden dzień.

„Pa, Joe” - powiedziałam cicho.

„Później, siostro” - odpowiedział miękko.

Zamknęłam telefon i postukałam nim w czoło.

Oczywiście zadzwoniłam do niego, żeby to zakończyć, ale zamiast tego rozmawialiśmy, uprawialiśmy seks przez telefon, a on dał mi kilkanaście powodów, by w niego wierzyć. Następnie, poprzez różne inne telefony, dał mi więcej powodów, by wierzyć.

Położyłam telefon na stole i pociągnęłam kolejny łyk wina.

Musiałam zadzwonić do Cheryl, musiałam porozmawiać z Feb, albo musiałam zadzwonić do jednej z moich przyjaciółek w Chicago.

Ale było późno i niegrzecznie było dzwonić późno, zwłaszcza gdy rozmowa, którą potrzebowałam, prawdopodobnie zajęłaby godziny.

Położyłam więc nogi na fotelu, spojrzałam na moją cudowną trawę i śliczne doniczki i sącząc wino, postanowiłam zobaczyć, co przyniesie sobota.


 

2 komentarze: