Rozdział 9
Gość (cz.2)
*****
Leżałam w łóżku z ręką
zaciśniętą na telefonie i zdecydowałam, że muszę zadzwonić, żeby zakończyć
sprawy z Joe.
Podniosłam telefon, rozsunęłam
go i przewinęłam w dół do „Joe Komórka”, wzięłam głęboki oddech, który
zatrzymał się w środku, mocno zacisnęłam oczy, otworzyłam je i wcisnęłam.
Przyłożyłam telefon do ucha.
Zadzwonił dwa razy, po czym
Joe powiedział - „Yo”.
„Hej”.
„Siostro”.
Znowu mocno zacisnęłam oczy.
Bardzo mi się podobało, kiedy
nazywał mnie „siostro”, może nawet bardziej niż kiedy nazywał mnie „Kochanie”.
„Co tam?” - zapytał.
„Um…” - nie mogłam nic więcej
powiedzieć. Chciałam… nie, nie chciałam, musiałam…
ale nie mogłam.
Nastąpiło wahanie, cicho -
„Kochanie”.
Nie. Myliłam się. Bardziej
podobało mi się „Kochanie”.
„Coś się stało?” - zapytał
nadal cichym głosem.
„Co?”
„Dotarł do ciebie?”
„Kto?”
„Hart”.
Cholera, martwił się o mnie.
„Nie wiem” - powiedziałam mu
- „Ktoś się rozłącza”.
„Cholera” - mruknął - „Powiedziałaś
Coltowi?”
„Tak”.
„Nie powiedział mi”.
„Och”.
„Zadzwonię do niego” - powiedział
Joe, a potem zapytał - „Co powiedział Colt?”
„Powiedział, że się temu
przyjrzy”.
„To wszystko?”
„Nie wszedł w szczegóły, co
by to oznaczało”.
„Poznam szczegóły” -
oświadczył stanowczo Joe.
Tak, martwił się o mnie.
Okej, tak, lubiłam go. Gówno.
„Dziewczyny odbierają
telefony?” - zapytał Joe.
„Tak”.
„Cholera” - uciął, brzmiąc
teraz na wkurzonego - „Wystraszyły się?”
„Myślę, że są trochę
zaniepokojone, bo to jest nowe, nigdy wcześniej się to nie zdarzyło”.
„To nie w stylu Harta”.
„To właśnie sprawia, że jest
to dziwne i przerażające”.
Nastąpiła pauza, po czym
powiedział cicho - „Wszystko będzie dobrze, siostro”.
„Nie ma alternatywy”.
Roześmiał się krótko, zanim
powiedział - „Racja”.
Nie odpowiedziałam.
Co zaskakujące, Joe to zrobił
- „Dlatego zadzwoniłaś?”
Nie, tak nie było.
„Tak” - skłamałam, bo
stchórzyłam. Zrobię to później, w liście, który włożę do jego skrzynki
pocztowej, zanim Kate, Keira i ja pojedziemy na wakacje (nie żebym miała
pieniądze na wakacje, ale może mogłabym sprzedać nerkę czy coś) -
„Prawdopodobnie jesteś zajęty, powinnam cię puścić”.
„Vi, prowadzę w LA. Jak nie miałbym
komórki przyklejonej do ucha, mogliby mnie aresztować”.
Nie pomyślałam. Gdybym to
zrobiła, odsunęłabym to. Więc nie myśląc, wypuściłam z siebie chichot.
Joe Callahan, twardy, twardy
facet, samiec alfa, rzucił dowcip.
I był zabawny.
Kiedy przestałam chichotać,
powiedziałam mu - „Nie chciałabym, żebyś został aresztowany”.
„Już tu byłem, to jest do
bani”.
To mnie zaskoczyło.
„Byłeś aresztowany?”
„Ciężkie życie, siostro,
widziałaś moją byłą żonę, jak czołgała się pijana i nawalona do nieprzytomności
po podłodze”.
Zamrugałam na sufit.
Najpierw żartował, potem się
dzielił. Wcześniej, zanim odjechał, by odejść ode mnie na dwa tygodnie, kochał
się ze mną powoli i słodko.
Co ja z tym miałam zrobić?
„Dorosłem, ona nie” -
kontynuował.
„Więc zostałeś aresztowany,
kiedy byłeś dzieckiem?”
„Poprawczak był moim drugim
domem”.
„Łał”.
„Nie było słodko, siostro.
Jak powiedziałem, to było do bani”.
„Przykro mi” - powiedziałam
cicho.
„Mnie nie, nauczyłem się
lekcji, takie jest życie, uczysz się lub umierasz”.
Boże, teraz był mędrcem i w
tym też był dobry.
„Keira ma swojego psa?” - zapytał
Joe.
„W przyszłym tygodniu” -
powiedziałam mu - „Nie są jeszcze całkowicie odstawione od piersi, ale dałyśmy
im pieniądze, a ona wybrała tego, którego chciała. Jest w siódmym niebie, nie
może się doczekać. Tak bardzo nie może się doczekać, że mamy już miskę na karmę
dla psa, miskę na wodę dla psa, legowisko dla psa w pokoju Keiry i cztery
ogromne torby z karmą dla szczeniąt w garażu”.
„Brzmi jak ustawione”.
„Ten pies jest tak ustawiony,
że to nie jest zabawne. Psina jest malutka. Zajmie mu rok, zanim przeje tę
karmę dla szczeniąt. Mam tylko nadzieję, że nie zje moich butów. Szczeniak Feb
zjada wszystkie jej buty”.
Usłyszałam jego cichy śmiech,
coś, czego nigdy od niego nie słyszałam i coś, co mi się podobało, zanim
powiedział - „Poczekaj chwilę, muszę oddać klucze parkingowemu”.
„Parkingowy?”
„Tak, w hotelu”.
„Och”.
Zaskoczyła mnie myśl o Joe w
hotelu z parkingowym. Wyglądał bardziej na zamieszkującego motel na
opustoszałej autostradzie, gdzieś, gdzie mógłby się rozbić, gdzie samochód stałby
przed twoimi drzwiami, gotowy na szybką ucieczkę.
Czekałam, słuchając dźwięków,
jak Joe oddawał swoje klucze parkingowemu, a potem Joe powiedział - „Wróciłem”.
Podobało mi się, że wrócił,
podobało mi się też, że chciał utrzymać mnie na linii, więc kiedy powiedziałam
„Cześć”, powiedziałam to delikatnie.
„Jezu” - mruknął.
„Co?”
„Dojdziemy do tego, kiedy
dotrę do mojego pokoju” - powiedział mi tajemniczo, po czym kontynuował -
„Mówiąc o twoim garażu, musisz zacząć tam parkować swojego Mustanga.”
„Co?”
„Twój Mustang, siostro,
słodka bryka. Powinnaś się nim zająć. Musisz go parkować z dala od żywiołów”.
„Nie mogę”.
„Jak twój garaż jest pełen,
powinnaś go oczyścić”.
„Nie, to znaczy, wrota się
nie otwierają, są zablokowane. Coś nie tak z mechanizmem otwierania drzwi
garażowych”.
Przez chwilę nic nie mówił,
po czym powiedział - „Zerknę na to, kiedy wrócę do domu”.
Poczułam, jak opuszcza mnie
oddech i wpatrywałam się w sufit.
Kupił mojej córce psa.
Kochał się ze mną.
Słyszałam, jak się śmieje i
opowiada dowcip.
Chciał spojrzeć na moje drzwi
garażowe, słuchał i doradzał, kiedy mówiłam o dziewczynach.
I chciał mnie na linii.
I znowu, kupił mojej córce
psa. I zrobił to, bo straciła tatę.
„Violet?”
„Co?” - wyszeptałam.
„Wszystko okej?”
„Tak” - skłamałam, ale tak
nie było. Chciałam w niego wierzyć, naprawdę wierzyłam, a on dawał mi wiele do wierzenia.
„Gdzie jesteś?”
„Do domu”.
„Tak, kochanie, ale gdzie
jesteś?”
„W mojej sypialni”.
„Gdzie?”
„Gdzie w mojej sypialni?”
„Tak”.
„Na moim łóżku”.
„Drzwi są zamknięte?”
„Um…” - spojrzałam na drzwi,
które zamknęłam, aby wyciszyć wybuchy z filmu, który oglądały dzieci, a potem
odpowiedziałam, nieco zdezorientowana - „Tak”.
„Masz na sobie dżinsy czy
jedną ze swoich słodkich spódnic?”
O Boże, już nie byłam
zdezorientowana.
„Joe…”
„Kochanie, odpowiedz mi”.
„Spódnica” - szepnęłam.
„Podnieś ją”.
„Joe…”
„Vi, podciągnij ją”.
„Jesteś w swoim pokoju?”
„Tak”.
„Joe, ja nigdy…”
Jego głos był seksownie
niski, kiedy powiedział - „Przeprowadzę cię przez to, kochanie, teraz chcę,
żebyś podciągnęła dla mnie spódnicę”.
Przygryzłam wargę i schowałam
telefon w zgięciu ramienia, po czym podciągnęłam spódnicę.
„Okej” - wyszeptałam.
„Jest?”
„Tak”.
„Na biodrach?”
„Tak, Joe”.
„Dobrze, siostro, wsuń rękę w
majtki”.
O Boże, miałam dojść, a nawet
się nie dotknęłam.
„Violet?” - zawołał.
Wsunęłam rękę w majtki.
„Joe” - wyszeptałam, gdy mój
palec uderzył w łechtaczkę i to przesunęło się przeze mnie.
„Chryste” - mruknął szorstkim
głosem.
„Czy ty…?”
„Nie, chcę cię posłuchać”.
„Chcesz, żebym zrobiła to sama?”
„Jestem tutaj, kochanie”.
Przekręciłam palcem, wygięłam
szyję i miauknęłam z gardła.
„O to chodzi” - mruknął -
„Pomyśl o moich ustach”.
Ciągle przekręcałam palcem,
myśląc o jego ustach i jęknęłam - „Joe”.
„Jezu, siostro, już brzmisz jakbyś
była blisko”.
Byłam. To było gorące. Nigdy
nie robiłam czegoś takiego.
W każdym razie, kiedy myślałam
o jego ustach, słyszałam jego głos w telefonie, to zadziałało.
„Podoba mi się twój głos” -
wyszeptałam, a potem moje biodra drgnęły i jęknęłam ponownie, zanim odetchnęłam
- „Chciałabym, żebyś tu był”.
„Nie tak bardzo jak ja, brzmi
tak dobrze, kochanie, że chciałbym to zobaczyć.”
Nie odpowiedziałam, po prostu
nacisnęłam i przekręciłam palec i wbiłam w niego biodra.
„Jak następnym razem, gdy
będziesz w moim łóżku, zrobisz to dla mnie” - powiedział.
„Nie sądzę…”
Przerwał mi rozkazem - „Wsuń
palec do środka”.
„Podoba mi się to, co robię”.
„Zrób, co mówię, Violet, wsuń
palec do środka”.
Przestałam toczyć i wsunęłam
palec do środka. To nie był pierwszy raz, kiedy to robiłam, ale minęło dużo
czasu i było miło.
„Jak mokra jesteś?” - zapytał
Joe.
„Bardzo”.
„Chryste, tęsknię za tą twoją
cipką” - warknął.
„Joe” - wydyszałam, czując,
jak spazmuję na jego warczenie.
„Dojdź, kochanie”.
„Dobrze” - szepnęłam.
Przeprowadził mnie przez to i
doszłam, nie głośno, cicho, ale było dobrze i usłyszał to.
Potem wysunęłam rękę z
majtek, ściągnęłam spódnicę w dół i przewróciłam się na bok, podwijając nogi i
czując dziwnie, że to była jedna z najbardziej intymnych rzeczy, które minęły
między nami, a on był oddalony o większość kontynentu.
„Kiedy wracasz do domu?” -
zapytałam cicho.
„Wkrótce zdubluję spotkania,
powinienem być w domu przed sobotą”.
„Dobrze” - szepnęłam.
„Jak się czujesz?”
Uśmiechnęłam się w poduszkę i
cicho odpowiedziałam - „Miło”.
„W tej chwili chciałbym
wylizać twoje palce do czysta” - Kolejne miauknięcie wyrwało mi się z gardła, a
kiedy to się stało, znów warknął, tym razem niezrozumiale.
„Mamo!” - usłyszałam pisk
Keiry, moje ciało szarpnęło się na łóżku i usiadłam prosto.
„Co do cholery?” - Joe
zapytał mnie do ucha.
„Mamo!” - Keira znowu
pisnęła, tym razem bliżej.
„O mój Boże!” - wrzasnęła Kate.
„O Boże, Joe” - zrzuciłam
nogi z łóżka i zaczęłam biec do drzwi.
„Zadzwoń do Colta” – rozkazał
pilnie Joe.
„Okej”.
„Teraz, siostro, właśnie
teraz”.
„Okej” - zamknęłam telefon i
otworzyłam drzwi.
Keira była za drzwiami, z
ręką uniesioną do klamki.
„Mamo!” - wrzasnęła mi w
twarz.
„Co, kochanie, co?”
„Drzwi… ona jest przy
drzwiach.”
Ona?
Zajrzałam do salonu i
zobaczyłam Kate i Dane’a w oknie, gapiących się na zewnątrz.
Kate spojrzała na mnie i
odetchnęła - „O mój Boże”.
Nie usłyszałam jej, tylko odczytałam
to z jej ust.
„Odejdźcie od okna” -
rozkazałam, gdy podbiegłam do niego, ale nie ruszyli się, więc stanęłam przed
Kate i wyjrzałam.
Potem odetchnęłam - „O mój
Boże”.
W drzwiach stała Kenzie
Elise. Miała na sobie drapowaną, podartą koszulkę bez rękawów, która wyglądała,
jakby kosztowała więcej niż moja kanapa, obcisłe dżinsy i buty na platformie na
wysokim obcasie, błyszczące szare czółenka. Jej długa grzywa włosów była w
kolorze truskawkowo-blond i miała więcej makijażu niż ja na randce z Mike’iem.
„Myślisz, że trafiła do złego
domu i szuka pana Callahana?” - zasugerował Dane.
Nie trafiła do złego domu,
ale to nie znaczyło, że nie szukała Joe.
Patrzyłam, jak podnosi rękę i
naciska dzwonek, i domyśliłam się, po zirytowanym sposobie, w jaki to zrobiła,
to nie był pierwszy raz. W idealnym świecie byłabym w stanie poprosić Joe o
zainstalowanie dzwonka do drzwi, który byłby głośniejszy, powiedzmy, taki,
który można usłyszeć podczas seksu przez telefon.
Odwróciła się i jej oczy
padły na nas w oknie i nie wyglądała na zadowoloną, kiedy się odwróciła i
wyglądała na mniej zadowoloną, kiedy nas szpiegowała.
Odskoczyłam od okna i podeszłam
do drzwi.
„Jeśli szuka Joe, powiedz
jej, że wstąpił do Korpusu Pokoju” - poradziła szybko Keira, domyśliła się
sytuacji i wyraźnie chciała ingerować w ofertę Kenzie dotyczącą Joe, upewniając
się, że mam czysty start.
Spojrzałam na córkę, nacisnęłam
niezbędne przyciski na panelu alarmowym i otworzyłam drzwi.
Kiedy to zrobiłam, Kenzie
spojrzała na mnie z góry. Właściwie przechyliła oczy, nie głowę, by spojrzeć na
mnie z góry z góry na obcasach na platformie.
„Hej” - powiedziałam, jakby
ona lub jakakolwiek inna znana gwiazda filmowa przychodziła codziennie do moich
drzwi i jakby ostatnim razem, gdy ją widziałam, nie była praktycznie naga i nie
czołgała się po podłodze.
„Czy Cal jest tutaj?” -
zapytała.
Cholera. Wiedziałam, że szukała
Joe.
„Nie, jest w LA” - powiedziałam
jej.
„Skąd wiesz, gdzie jest Joe?”
- zapytała Keira, a ja spojrzałam za siebie, by zobaczyć Keirę, Kate i Dane zebranych blisko moich pleców.
Keira wpatrywała się we mnie; Kate i Dane wpatrywali się w Kenzie.
„Powiedział mi” - powiedziałam
do Keiry.
„Kiedy?” - zapytała Keira.
W tym momencie zapłaciłabym duże
pieniądze, żeby mieć mniej bystrą córkę.
„Ona nazywa go Joe?” - Kenzie
przerwała nam swoim pytaniem, a ja spojrzałam na nią, ponieważ brzmiała na
trochę wkurzoną, a kiedy na nią spojrzałam, patrzyła gniewnie na Keirę.
„Tak, wszyscy nazywamy go
Joe” - podzieliła się Keira - „A przynajmniej mama, Kate i ja. Dane nazywa go
pan Callahan”.
Oczy Kenzie spoczęły na mnie
i miałam rację, była wkurzona.
„Nikomu nie pozwala nazywać się
Joe”.
Otworzyłam usta, żeby coś
powiedzieć, ale Keira odparła, zanim zdążyłam.
„Nam pozwala nazywać się Joe,
lubi to”.
Szamotałam się, szukając
sposobu na interwencję i głupio zaproponowałam - „Chciałabyś wejść, napić się napoju
czy piwa?”
Wpatrywała się we mnie
sztyletami i oznajmiła - „Musimy porozmawiać”.
Nie wiedziałam, o czym chce
rozmawiać, chociaż wiedziałam, że, cokolwiek to było, ja nie chciałam o tym
rozmawiać, ale nie mogłam dokładnie zamknąć jej drzwi przed nosem przy dzieciach,
ponieważ nic o niczym nie wiedzieli i nie chciałam, żeby wiedzieli.
Dlatego zaprosiłam - „Okej,
wejdź” - a potem zeszłam z drogi.
Jej oczy przesunęły się po
Kate, Dane i Keirze, a potem wrócili do mnie.
„Same”.
Spojrzałam na mój dom. Nie
było w nim zbyt wiele miejsca na samotność, chyba że zabrałabym ją do sypialni,
czego nie zamierzałam robić.
Potem zobaczyłam przesuwane
szklane drzwi na taras. To była przyjemna noc, nie duszna, świeża i ciepła. Taras
był idealny.
„Pójdziemy usiąść na tarasie”
- powiedziałam jej i wyciągnęłam rękę, pokazując drogę. Weszła do środka, całe jej
nogi (a raczej kościste nogi) i kołyszące się biodra, i przeszła przez mój dom,
jakby dłuższa ekspozycja na powietrze, którym oddychałyśmy z dziewczynami,
miałoby ją zanieczyścić.
Szłam za nią i nakazałam
dzieciom - „Wracajcie do swojego filmu”.
„Mamo… – zaczęła Keira.
„Chodź, Keira, skończmy film”
- nalegała Kate, nie odrywając ode mnie wzroku, złapała siostrę i zaczęła
ciągnąć ją na kanapę.
Uśmiechnęłam się do
najstarszej, odmawiając cichą modlitwę do Boga w podziękowaniu, że dał mi jedną
rozsądną córkę i popędziłam za Kenzie.
Sama otworzyła drzwi i
wyszła, jej czółenka zadźwięczały na drewnie mojego tarasu, gdy kierowała się
prosto do mebli z kutego żelaza, które Tim kupił mi na wyprzedaży pod koniec
sezonu trzy lata temu. Meble były fantastyczne: okrągły stół, szerokie, wygodne
fotele, które kołysały i duży parasol. Były też dwa leżaki. Wszystkie miały na
sobie eleganckie, szyte na miarę szare ochraniacze.
Rzuciła swoją dużą, luźną,
designerską torebkę na stół, nie patrząc na mnie ani na mój ogród, i zaczęła ją
przekopywać.
Zamknęłam przesuwane szklane
drzwi i podeszłam do niej, zatrzymując się z dala od jej paznokci.
Wyciągnęła złotą papierośnicę,
wybrała papierosa, wrzuciła ją z powrotem do torebki i przyłożyła papierosa do
ust, zapalając go elegancką, smukłą, złotą zapalniczką.
Potem wypuściła kłąb dymu i
spojrzała na mój trawnik.
Nie mając nic do powiedzenia,
rozejrzałam się po tarasie.
Gdybym nie był w centrum
ogrodniczym, w sklepie spożywczym, nie robiłam prania, prasowania, gotowania,
sprzątania domu, kupowania drogiej karmy dla psów i misek na wodę, spania z Joe
lub zwykłego spania, byłam na swoim podwórku.
Moja szefowa Bobbie udzielała
pracownikom wspaniałych zniżek, a ja korzystałam z naszego napiętego budżetu
tak bardzo, jak tylko mogłam. Wykorzystałam część z pieniędzy, które dał mi mój
brat, aby to powiększyć, ale większość schowałam na czarną godzinę. Ale, nawet
jeśli sama tak mówiłam, nie zrobiłam krzywdy mojemu podwórku.
Front domu miał skrzynki we
wszystkich oknach wypchane kwiatami i spływającą w dół zielenią. Z jednej
strony mojego podjazdu znajdowały się fragmenty płotu z belek, na których były
skrzynki, a drugi był w miejscu, w którym podjazd spotykał się z frontowym
chodnikiem, który biegł od podjazdu równoległego do domu. Posadziłam bujne,
wysokie trawy wokół płotów ze spuszczającymi się nisko do ziemi kwiatami, które
pięknie rosły na glebie Indiany. Miałam rozkwitający wiszący kosz przy drzwiach
wejściowych, a frontowy chodnik był obłożony żywymi, zdrowymi roślinami okrywowymi.
Wyglądało to świetnie.
Tył był lepszy. Trawnik był
zwykłym trawnikiem, ale go nawoziłam i potraktowałam środkiem chwastobójczym i
wyglądał olśniewająco, był intensywnie zielony, gęsty i soczysty. Ale to
właśnie taras z eleganckimi meblami, stał się punktem kulminacyjnym. Kupiłam pęki
doniczek z terakoty w każdym rozmiarze i były wszędzie, wypełnione kwiatami we
wszystkich kolorach i odmianach. Wydawało się to przypadkowe, ale spędziłam
wieki bawiąc się nimi, dopóki nie spodobało mi się to, co zobaczyłam.
I wyglądało to pięknie. Miałam
swój sposób na kwiaty, zawsze miałam. Przed śmiercią Tima pracowałam na pół
etatu w kwiaciarni, bo kochałam kwiaty. A Bobbie pozwoliła mi robić wystawy w
centrum ogrodniczym i wszyscy o nich mówili. Miałam nawet klientkę, która
podeszła do mnie tydzień wcześniej i zaproponowała, że zapłaci mi za spojrzenie
na jej ogród, bo powiedziała, że jest beznadziejna i potrzebuje wskazówek
dotyczących ogrodu. Wybierałam się do jej domu w dzień wolny w przyszłym
tygodniu.
„Pieprzysz Cal’a?”
Drgnęłam, a kiedy przemówiła
i moi wzrok powędrował do Kenzie.
Nie wiedziałam, co
powiedzieć. Jej pytanie było wścibskie, niegrzeczne i bardziej niż trochę
psychopatyczne, biorąc pod uwagę, że Joe dał jasno do zrozumienia w sposób,
którego nie można było zignorować, że tego rodzaju informacje to nie jej
sprawa.
I dlaczego ona tam była,
biorąc pod uwagę, że Joe jasno dał do zrozumienia w sposób, którego nie można
było zignorować, że jej infiltracja w jego życie nie była mile widziana?
A poza tym miałam w domu
dzieci. Była świrnięta?
Spojrzałam z powrotem na dom
i przez rozsuwane szklane drzwi. Dzieci nie miały przyciśniętych twarzy do
szyby, co było dobre i miałam nadzieję, że nie słyszą.
„Pieprzysz go” - ciągnęła
Kenzie, a ja ponownie na nią spojrzałam.
„Czy mogłabyś mi powiedzieć,
dlaczego tu jesteś?” - zapytałam.
Miała jedną rękę skrzyżowaną
na żebrach, drugi łokieć oparty na nadgarstku i uniesioną rękę z papierosem.
Uniosła rękę do twarzy, zaciągnęła się, a potem wyciągnęła rękę, wypuszczając
dym.
Potem spojrzała na mnie od
stóp do głów.
„O co mu chodzi?” - zapytała,
chociaż nie sądziłam, że pytała mnie, nawet jeśli byłam tam jedyna, i
stwierdziłam, że miałam rację, kiedy mówiła dalej - „Jesteś gruba”.
Poczułam, że moje ciało
twardnieje.
Nie byłam gruba. Okej, więc
nie byłam chuda, ani nie byłam chuda i wychudzona jak ona, ale nie można było mnie
nazwać grubą.
„Nie jestem gruba” -
stwierdziłam.
Żachnęła się i ponownie
zaciągnęła się papierosem.
Miałam dość. Właściwie powinnam
była zatrzasnąć drzwi przed jej nosem.
„Słuchaj, jeśli nie mogę ci w
czymś pomóc, może zechciałabyś…”
„Vi?”
Odwróciłam się i zobaczyłam
Colta stojącego na końcu mojego tarasu i patrzącego na nas.
„Hej, Colt” - zawołałam.
Jego oczy przesunęły się na
Kenzie, zobaczyłam, że jego twarz rejestruje rozpoznanie, ale to było tyle, a
potem jego oczy wróciły prosto do mnie.
„Nic ci nie jest?” - zapytał,
idąc wzdłuż tarasu w kierunku schodów i zobaczyłam, że ma swoją odznakę na
pasku dżinsów.
„Nic mi nie jest” - powiedziałam,
kiedy wbiegał po schodach - „Ja tylko…”
„Hej” - westchnęła Kenzie, a
ja obróciłam głowę, żeby na nią spojrzeć i zobaczyć, że patrzy na Colta, jakby
był deserem lodowym gorąca krówka z tonami bitej śmietany, orzechami i
wiśniami.
„Hej” - odpowiedział, ledwo
na nią zerkając, a jego oczy powędrowały do mnie - „Cal dzwonił, powiedział, że
dziewczyny krzyczały?”
Joe zadzwonił dla mnie do
Colta. Mój żołądek lekko się przewrócił.
„Um… były trochę
podekscytowane, że gwiazda filmowa stoi przy drzwiach”.
Oczy Colta ponownie przecięły
Kenzie, a potem wróciły do mnie.
„Lepiej zadzwoń do Cala.
Martwi się, że to ma coś wspólnego z twoją sprawą” - powiedział mi Colt.
Martwił się o mnie. Mój
żołądek zrobił kolejny mały obrót.
„Jestem Kenzie Elise” -
wtrąciła Kenzie i ponownie na nią spojrzałam.
„Wiem, kim jesteś, dowiedziałem
się jakieś dziesięć minut temu, że ciągle dzwonisz do domu Vi” - powiedział jej
Colt, moje usta otworzyły się na tę wiadomość i spojrzałam na Kenzie, zdając
sobie sprawę, że jest świrnięta.
„Będę musiał cię poprosić,
żebyś przestała to robić” - ciągnął Colt.
„Masz mój numer?” - zapytałam,
ale ona mnie zignorowała, wlepiając wzrok w Colta.
„Szukam Cala” - Kenzie
powiedziała Coltowi.
„Skąd masz mój numer?” - zapytałam,
ale nie odpowiedziała, bo Colt się odezwał.
„Jak chcesz z nim
porozmawiać, dzwonisz do jego dziewczyny. Nie dzwonisz do domu Vi i rozłączasz
się”.
Jego dziewczyna? Jaka
dziewczyna? Joe miał dziewczynę?
Zapomniałam o dowiadywaniu
się, w jaki sposób Kenzie dostała mój numer, bardziej palącą sprawą było to, że
Joe miał „dziewczynę”.
„Lindy nie przekazuje mu
moich wiadomości” - powiedział Kenzie do Colta.
„Poinformuję Cala, że jego
sekretarka nawala w pracy”.
Joe miał sekretarkę?
Joe mieszkał w hotelach z
parkingowym i miał sekretarkę?
„Teraz, chyba że masz jakieś
interesy z Violet, dobrym pomysłem mogłoby być ruszenie stąd” - rozkazał Colt,
ale zrobił to w sposób, który brzmiał jak sugestia, tyle że była to sugestia,
której nie można było odmówić. Kenzie odmówiła - „To ważne, żebym z nim
porozmawiała”.
Colt wpatrywał się w nią
przez kilka długich sekund, jakby nie wiedział, co o niej sądzić, ale to, co
wymyślił, nie było zbyt dobre. Potem sięgnął do tylnej kieszeni dżinsów,
wyciągnął telefon, otworzył go i nacisnął kilka przycisków.
Potem przyłożył go do ucha,
wpatrując się w taras, gdy dzwonił, po czym powiedział - „Tak, Cal, Colt.
Wszystko jest w porządku, z wyjątkiem tego, że Kenzie Elise stoi na tarasie Vi.
Chce z tobą porozmawiać” - Minęła sekunda, a potem Colt uśmiechnął się do tarasu
i powiedział - „Tak, dam ci ją” - po czym podał Kenzie swój telefon.
Kenzie nie spojrzała na żadne
z nas, zanim wzięła telefon i przyłożyła go do ucha.
„Pozwoliłeś jej mówić do
siebie Joe?” - wtrąciła się w to bez
przywitania, co osobiście uważałam za błąd.
Patrzyłam, jak przerwała,
nasłuchiwała, jej twarz stała się jeszcze bledsza niż jej normalna bladość (to
był, dowód, że jej warczenie na Joe było błędem), potem wykręciła się, zanim
powiedziała - „Mam inną sytuację i tylko ty możesz mi pomóc ” - znowu przerwała
- „Nie chcę go, chcę ciebie”.
Pomyślałam, że to też był
błąd. Joe nie bardzo podobało się to, że Kenzie myślała, że może dostać to,
czego chce, kiedy tego zachce.
Patrzyłam, jak milczała przez
chwilę, a potem powiedziała - „Nie” - kolejna pauza, po czym syknęła - „Nie
mogę uwierzyć, że mi nie pomożesz!” - Jeszcze jedna pauza, kiedy jej oczy
utkwiły we mnie i warknęła - „Nie sądzę!” - Słuchała przez około dwie sekundy,
po czym wzięła telefon z ucha, szarpnęła go w moją stronę i wycedziła - „On
chce z tobą porozmawiać”.
Wzięłam telefon Colta,
zerknęłam na nią, potem na Colta, potem przyłożyłam go do ucha i oznajmiłam -
„Nazywała mnie grubą”.
„Siostro…”
„Mam własnego stalkera, Joe.
Nie chcę mieć do czynienia z twoim”.
Wybuchnął śmiechem, a nie
wydawało mi się, żeby to było śmieszne.
„Mam gwiazdę filmową twoją stalkerkę,
stojącą na moim tarasie, nazywającą mnie grubą i to ona dzwoniła do mojego domu
i się rozłączała. To nie jest śmieszne”.
Śmiech Joe zniknął, zamilkł,
po czym powiedział cichym, ale przerażającym głosem - „Co?”
„Twoja stalkerka gwiazda
filmowa to ten, który się rozłącza”.
Nie było ciszy, zanim Joe
zażądał - „Daj telefon Coltowi”.
„Co?”
„Daj pieprzony telefon
Coltowi” - warknął.
Postanowiłam oddać telefon
Coltowi, widząc, że Joe brzmiał na wkurzonego, więc na pewno nie chciałam już z
nim rozmawiać.
Colt przyłożył go do ucha i
powiedział - „Tak?” - potem słuchał przez chwilę i powiedział - „Rozumiem.
Później”. - Zamknął telefon, wsunął go do dżinsów i spojrzał na Kenzie - „Cal
mówi, że jak za pięć minut nie opuścisz posiadłości Vi, zadzwoni do faceta o
imieniu Marco. Mówi, że będziesz wiedziała, co to znaczy”.
Spojrzałam na Kenzie i od
razu mogłam powiedzieć, że wiedziała, co to znaczy. Jej twarz całkowicie
odbarwiła się, jej oczy się rozszerzyły, usta rozchyliły i wyglądała na
przestraszoną.
Potem szybko strzepnęła
niedopałek papierosa na moje podwórko, chwyciła torebkę i ruszyła na schody.
„Pani Elise” - zawołał Colt,
a ona odwróciła się, stawiając stopę na stopniu, z ręką na balustradzie i
spojrzała na niego - „Czy mam pani zapewnienie, że nie będzie już pani dzwoniła
do Vi i nie będzie więcej wizyt?”
„Tak, cokolwiek” -
wymamrotała i szła dalej.
„Pani Elise” - zawołał
ponownie Colt, odwracając się całkowicie w jej stronę, a Kenzie, stojąca teraz
na mojej trawie, zatrzymała się i popatrzyła na niego - „Nie cokolwiek. Nigdy
więcej telefonów, żadnych wizyt. Tak?”
„Tak, jasne. Dobrze” - powiedziała
i spojrzała na mnie - „Dobrze, powiedz mu, że nie będę już niepokoić jego ani
tobie. Okej?”
Kiedy okazało się, że
rzeczywiście chce ode mnie odpowiedzi, powiedziałam - „Okej”.
„Tylko upewnij się, że nie
zadzwoni do Marco” - powiedziała do mnie, wydawało jej się to ważne, więc
skinęłam głową.
Odeszła, ale odwróciła się i
spojrzała na mnie, a kiedy to zrobiła, zmieniła się. Wszystko w niej się
zmieniło. Nie wyglądała już na przestraszoną, wyglądała na zagubioną i
przestraszoną, innym rodzajem strachu, gorszym.
„Sprawiał, że czułam się
bezpieczna” - powiedziała cicho, zamrugałam na jej szczere, otwarte wyznanie, a
ona mówiła dalej - „Naprawdę nie czuję się zbytnio bezpieczna. Cal sprawiał, że
czułam się bezpiecznie”.
Kiedy wydawało się, że znów
czeka na odpowiedź, odpowiedziałam - „On ma to w sobie”.
„Jak należał do mnie, zawsze
czułam się bezpieczna”.
W tym momencie zdałam sobie
sprawę, że dokładnie wiem, co miała na myśli.
Podeszłam do balustrady,
spojrzałam na nią i powiedziałam - „Nie jestem pewna, czy Joe jest typem
faceta, który mógłby należeć do kogokolwiek, Kenzie”.
Wpatrywała się we mnie przez
sekundę i sposób, w jaki to zrobiła, sprawiło, że zrobiło mi się jej żal.
„Jak nazywasz go Joe, on
należy do ciebie” - wyszeptała i zanim zdążyłam coś powiedzieć lub zareagować
na jej słowa czymś innym niż uczucie uderzenia w brzuch, odwróciła się i z
wdziękiem pobiegła na palcach swoich fantazyjnych, błyszczących platform po
moim trawniku i wokół domu.
Obserwowałam przestrzeń, w
której była przez kilka sekund, zanim poczułam ramię Colta wokół moich ramion i
odwróciłam głowę, żeby na niego spojrzeć.
„To było trochę smutne” -
powiedziałam mu.
Spojrzał na bok domu, a potem
na mnie.
„Kobieta, która ma wszystko,
ale tak naprawdę nie ma nic”.
Westchnęłam, a potem skinęłam
głową. Colt opuścił rękę, zbiegł po schodach i wyszedł na moje podwórko po
niedopałek.
Spojrzał na mnie - „Szkoda,
żeby to niszczyło twoje podwórko, kochanie. Masz ładne kwiaty”.
Uśmiechnęłam się do niego - „Dzięki”.
„Wyrzucę to” - powiedział,
unosząc peta - „Jesteś teraz okej?”
„Okej, Colt, dzięki za
przybycie”.
„W każdej chwili, Vi” - powiedział
i odwrócił się do wyjścia - „Później”.
„Do widzenia, Colt, powiedz Feb,
że przesyłam hej i połaskocz ode mnie Jacka”.
„Zrobi się” - zawołał,
skręcając za róg domu.
Wpatrywałam się też w niego
przez chwilę. Potem weszłam do domu i wszystkie dzieci patrzyły, jak wchodzę do
kuchni.
„Poszła?” - zapytała Kate.
„Tak” - odpowiedziałam,
wyciągając butelkę taniego białego wina z lodówki, czując, że to czas, dla
którego tanie białe wino zostało stworzone.
„Czego chciała?” - zapytała
Keira.
„Joe” - odpowiedziałam.
„I?” - podpowiedziała Keira.
Znalazłam korkociąg i
spojrzałam na Keirę przez otwór w barze - „Joe nie chce jej”.
„Zabójcze!” - Keira syknęła, machając dłonią zaciśniętą w pięści w
rodzaju gestu, którego używa się do kierowcy ciężarówki, by skłonić go do
zatrąbienia klaksonem.
Spojrzałam na Kate -
„Myślisz, że to coś w wodzie, czy jest po prostu dotknięta?”
„Po prostu dotknięta” -
powiedziała Kate, Dane zaśmiał się i wcisnął przycisk odtwarzania, aby ponownie
uruchomić film.
Nalałam sobie kieliszek wina
i wróciłam na swój taras z telefonem w dłoni.
Ledwo posadziłam tyłek na siedzeniu,
kiedy zadzwonił, spojrzałam na wyświetlacz i to był Joe.
Otworzyłam go i przyłożyłam
do ucha - „Hej”.
„Poszła?”
„Tak, koniec dramatu” - nie
odpowiedział, więc zapytałam - „Kim jest Marco?”
„Jej menadżer” - odpowiedział
Joe.
„Wydaje się, że bardzo się go
boi” - zauważyłam.
„Ma powód”.
„Jaki powód?”
„Jest tam, gdzie jest z jego
powodu. Jej problem polega na tym, że zawarła układ z diabłem”.
„Układ z diabłem?”
„Marco to złe wieści” -
powiedział mi Joe.
„Jak złe wieści?” - zapytałam.
„Tak złe wieści, że jak ona
wychodzi poza linię, on szarpie ją do tyłu i nie jest z tego powodu miły”.
To nie brzmiało dobrze, to
brzmiało blado, jak twarz blada, usta rozchylone, oczy szeroko otwarte, niezbyt
dobrze.
„Co?” - wyszeptałam.
„On może stać się brutalny, siostro”.
„Brutalny, jak, hmmm, on ją bije?”
„Tak” - odpowiedział Joe -
„Ona jest jego dojną krową. On bierze prowizję ze wszystkiego, co ona robi,
prowadzi dobre życie. Jak ona robi gówno, które może wstrząsnąć tą łodzią, on
tego nie lubi i daje jej do zrozumienia, jakkolwiek musi”.
„To okropne”.
„Tak, ale to nie twój problem
i nie mój. To umowa, którą ona zawarła”.
Przyszła mi do głowy myśl,
więc zapytałam - „Dlaczego wcześniej nie zadzwoniłeś do Marco, kiedy miałeś z
nią problemy?”
„To byłem tylko ja, mogłem sobie
z tym poradzić i nie chciałem być odpowiedzialny za to, że dostała za to w
twarz. Pieprzyć się z tobą i dziewczynami, nie robiła tego mnie, wciągała w to ciebie.
Myślałem, że mogę jej powiedzieć, kurwa, naprawdę myślałem. Ale nie zrobiłem
tego. Pieprzyła się z tobą i dziewczynami, musiała się do wiedzieć, że mówię
poważnie. Teraz już wie”.
Pociągnęłam łyk wina, myśląc,
że mój świat, nie tak dawno temu, nawet kiedy Tim wracał do domu i opowiadał o
niektórych gównach, które widział, był małą bańką dobroci. Teraz to, co kłuło
bez Tima to to, że, aby utrzymać tę bańkę mocną i sprężystą, było przerażająco
szalone.
„Siostro?”
„Tak?”
„Wszystko w porządku?
Powiedziała ci coś jeszcze?”
Tak zrobiła to. Powiedziała
mi, że Joe należy do mnie.
Ale nie zamierzałam mu tego
powiedzieć.
„Nie, strząsnęła tylko
niedopałek papierosa na moim podwórku i wyszła”.
„Kurwa, co za suka” -
mruknął.
„Jest okej, Colt się tym zajął”.
Westchnął, a potem powiedział
- „Dobry facet”.
„Joe?”
„Tak, siostro?”
„Zadzwoniłbyś do Marco?”
Nie zawahał się, zanim
odpowiedział - „Tak”.
To mnie zszokowało i
rozczarowało - „Naprawdę?”
„Naprawdę”.
„Ale…”
„Kochanie, dzwoniła do
ciebie, a dziewczyny odbierały i przestraszyły się. To musiało zostać
zatrzymane, to była moja ostatnia opcja. Zmusiła by mnie”.
„Joe…”
„Zmusiła by mnie, Vi. Zrobiła
to sobie tym szalonym gównem. Jak masz mężczyznę po swojej stronie, musisz
ponieść konsekwencje, kiedy robi to, co musi zrobić, aby wywalczyć sobie
wyjście”.
Znowu był mędrcem.
I wtedy dotarło do mnie, że
nie ona wepchnęła Joe w kąt. Rzuciła tam dziewczyny i mnie. Joe nie groził jej tym
Marco, kiedy robiła swoje, żeby zwrócić jego uwagę.
Myślał, że sobie z tym
poradzi i nie chciał jej tak przestraszyć, jak właśnie to zrobił. Ale wyciągnął
wielkie działa dla mnie i dziewczyn.
Nie chciałam robić z tego
wielkiej rzeczy, nie chciałam popełnić tego samego błędu, co wcześniej i zacząć
wierzyć, ale nie dawał mi wyboru.
Wypiłam kolejny łyk wina, a
potem zmieniłam temat, ponieważ nie rozmawiałaś o tym przez telefon.
„Cóż, dzięki za zajęcie się
tym aż z LA”.
„Nie dziękuj mi, to ja jestem
powodem, dla którego tam była”.
„Była tu, bo ma na ciebie
ochotę. To nie twoja wina, że jesteś gorący”.
Znowu usłyszałam jego cichy
śmiech, zdecydowałam, że znowu mi się podoba, a potem powiedział - „Kochanie,
zabijasz mnie”.
„Jak cię zabijam?”
„Możesz być słodka i
przezabawna, kiedy będę wystarczająco blisko, by wziąć odpłatę”.
Mój żołądek opadł i wzięłam
wdech, by kontrolować trzepotanie serca.
„Co jest odpłatą?” - wyszeptałam.
„Bądź słodka i przezabawna w
moim łóżku, a ci pokażę”.
„Joe…”
Przerwał mi - „Co teraz
robisz?”
„Piję tanie białe wino na
moim tarasie. Co ty robisz?”
„Muszę iść po jedzenie”.
„Och, okej, pozwolę ci odejść”.
„W porządku, siostro”.
„Wrócisz w sobotę?”
„Tak”.
„Do zobaczenia”.
„Absolutnie”.
Westchnęłam i było to radosne
westchnienie, bo go zobaczę, chciał, żebym to zrobiła, a do soboty pozostał
tylko jeden dzień.
„Pa, Joe” - powiedziałam
cicho.
„Później, siostro” -
odpowiedział miękko.
Zamknęłam telefon i
postukałam nim w czoło.
Oczywiście zadzwoniłam do
niego, żeby to zakończyć, ale zamiast tego rozmawialiśmy, uprawialiśmy seks
przez telefon, a on dał mi kilkanaście powodów, by w niego wierzyć. Następnie,
poprzez różne inne telefony, dał mi więcej powodów, by wierzyć.
Położyłam telefon na stole i
pociągnęłam kolejny łyk wina.
Musiałam zadzwonić do Cheryl,
musiałam porozmawiać z Feb, albo musiałam zadzwonić do jednej z moich
przyjaciółek w Chicago.
Ale było późno i niegrzecznie
było dzwonić późno, zwłaszcza gdy rozmowa, którą potrzebowałam, prawdopodobnie
zajęłaby godziny.
Położyłam więc nogi na fotelu,
spojrzałam na moją cudowną trawę i śliczne doniczki i sącząc wino, postanowiłam
zobaczyć, co przyniesie sobota.
Chce wiecej Joe ❤😍Dziekuje
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️
OdpowiedzUsuń